List do Kobiety

Droga niezdecydowana Kobieto!

Ten list piszę specjalnie dla Ciebie, bo wiem, że się wahasz, masz wątpliwości i nie wiesz czy podróże, takie długie, a może i rowerowe, są dla Ciebie. Wiem, że wielokrotnie zastanawiałaś się czy można być tak długo w podróży i wytrzymać bez kosmetyków, fryzjera, zakupów. Jak to jest spać w namiocie, nie mieć łazienki i nosić te same ciuchy, aż sama poczujesz, że śmierdzą. Uwierz, że ja też miałam te same wątpliwości. Tak samo jak Ty teraz, ja kiedyś bałam się wyjechać na dłużej pod namiot, a o rowerze nawet nie myślałam.

Kochana, wierz mi na słowo, że się da! Nie będę Ci jednak mydliła oczu, że jest super łatwo. Są dni kiedy ma się wszystkiego dość. Pedałujesz cały dzień, raz pali Cię słońce, albo zlewa deszcz i jedyne o czym marzysz to prysznic i ciepłe łóżko. Niestety zamiast tego zostaje Ci jak masz szczęście publiczna toaleta. Gdy szczęścia trochę mniej, lub teren bardziej dziki musisz zadowolić się po prostu krzaczkami. A myjesz się wodą z butelki oszczędzając jej każdą kroplę i używając niezawodnej gąbki. Możesz też użyć do tego chusteczek nawilżających, jak wolisz. Zasypiasz natomiast dopiero, gdy znajdziesz odpowiednie miejsce i sama rozłożysz namiot. Pamiętaj o dobrym śpiworze, bo poranki potrafią być chłodne. Nie pakuj też zbyt wolno bagaży do namiotu, bo będziesz miała w nocy towarzystwo. Wiem, że teraz jesteś jeszcze bardziej przerażona niż byłaś zanim to przeczytałaś. Nie martw się zawsze jest jakieś wyjście. Możesz choćby poszukać od czasu do czasu taniego hostelu, lub skorzystać z Couchsurfingu, czy WarmShowers. Będziesz miała ciepły kąt i prysznic, a do tego poznasz niesamowitych ludzi, którzy opowiedzą Ci o miejscu w którym żyją. To oni są skarbnicą wiedzy i od nich dowiesz się więcej niż z niejednego przewodnika.

A gdy myślisz, że rower nie jest dla Ciebie, to wiedz, że nie jest tak, że ja jeździłam nim od zawsze i to jedyna forma podróżowania, którą preferuję. Wcześniej owszem jeździłam, ale tylko po moich Borach Tucholskich i nigdzie dalej. Namiot, ale gdzie tam. Góry, to było miejsce w którym spędzałam większość wolnego czasu. Dopiero gdy pojawił się Szymon – rowerowy zapaleniec, mój jednoślad wysunął się na plan główny, dalej jednak rywalizując ostro z górami. Uwierz, że ja nawet dziś pisząc do Ciebie te słowa, kiedy to przepedałowałam już kilka tysięcy kilometrów, nadal nie mogę Tobie powiedzieć, że ja i mój rower to miłość do grobowej deski. My cały czas się docieramy. Często obrażamy się na siebie i wkurzeni jedziemy tak kilkadziesiąt kilometrów. Przecież to przez niego moje nogi wyglądają jakby przeszły poligon wojskowy. Jeszcze jeden siniak nie zszedł, a on już tworzy mi nowego. Jego ostre pedały raz po raz dodają mi nowych zadrapań. Pamiętaj jednak, że siniaki znikną, o wpychaniu roweru w pocie czoła też szybko zapomnisz, ale za to wspomnienia z drogi i przygody, które Cię spotkały zostaną z Tobą na zawsze. Nie przejmuj się więc typowo kolarską opalenizną, czy stopami brązowymi w kształt Twoich sandałów. To wszystko zniknie, będzie bez znaczenia. Uwierz, że ja też często mam po prostu wszystkiego dość. Ale patrzę wtedy na to co mnie otacza, gdzie jestem, myślę gdzie już byłam i do czego zmierzam i stwierdzam, że warto. Warto choćby też i dla spontanicznych gestów ludzi mijanych na ulicy, którym często towarzyszy podniesiony do góry kciuk w geście uznania. Ogromnej energii dodają szczere, szerokie, często szczerbate uśmiechy dzieciaków, które biegną za Tobą całą wioskę, a czasem i dalej. Nigdy też nie zapomnisz dobroci zwykłych, zupełnie obcych Ci osób, które los rzuci na Twoją ścieżkę. Pamiętaj też, że smaki i zapachy są niepowtarzalne i tylko prawdziwe tam, gdzie ich korzenie. Mam nadzieję, że o widokach nie muszę już Tobie pisać, bo sam fakt, że czytasz ten tekst i uważasz, że jest on skierowany właśnie dla Ciebie, świadczy o tym, że wiesz doskonale jak niesamowite potrafią one być. I nie ważne jakie to miejsce, czy to dzika puszcza na innym kontynencie, wysokie góry, czy po prostu Twoje rodzinne strony. Ważne, że dla Ciebie są one niepowtarzalne i dla nich chcesz zrobić ten trudny pierwszy krok wyjścia z domu.

Zatem moja droga Kobieto Podróżniczko, bo myślę, że już tak mogę Ciebie nazwać, nie bój się, poradzisz sobie ze wszystkim, a jak będzie ciężko, zawsze znajdzie się ktoś, kto poda Ci pomocną dłoń. Pamiętaj, że brak kosmetyków i nowych, modnych ciuchów nie zabije w Tobie kobiecości. Kolejny pryszcz na twarzy, przetłuszczone od kasku włosy, nie przejmuj się też nimi. Pomyśl, że po latach nie będziesz o nich nawet pamiętała, a wspomnienia z podróży zostaną z Tobą do ostatnich dni. Żyj pełnią życia, bo masz je tylko jedno. A gdyby dręczyły Cię jeszcze jakieś pytania, pisz do mnie śmiało. Odpiszę. Obiecuję.

Pozdrawiam Cię serdecznie,

Twoja A.


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Ania

Czerpie z życia pełnymi garściami, świat poznaje wielkimi krokami. Rowerem odkrywa światy nieznane, czasami mąż ma z nią „przechlapane”…

10 myśli na temat “List do Kobiety

  1. Bardzo fajny tekst. Bardzo obrazowy… Wydawało mi się, że widzę te krzaki 😉 A teraz o podobnego posta poprosimy Szymona! 🙂 Pozdrowienia z Gdańska!

    1. Szymon to ma zupełnie inne podejście. On problemów nie widzi w tym co dla mnie problemem już jest. Ale może namówię go aby coś podobnego przygotował:)
      My Was również pozdrawiamy!

  2. Dobry wpis, dla nas bardzo aktualny bo wlasnie zwiedzamy rowerowo Szwajcarie 🙂 Pozdrawiamy z Locarno!

    1. Ania, Kacper, Was to akurat chyba nie musimy namawiać na takie wypady:) Udanego wyjazdu i dobrej pogody. A my pozdrawiamy Was już z Mongolii:)

  3. Hej! To ciekawe, że właśnie dzisiaj zobaczyłam ten wpis. Wczoraj dopadła mnie pierwsza fala smutku, nostalgii i chyba klasycznego reisefieber. Za Wami już prawie rok podróży. Nasza przygoda rozpoczyna się za miesiąc. Jedziemy na wschód, bez konkretnej daty powrotu ani bez konkretnego celu, za to przed siebie na jednośladach. I chociaż od lat kocham rowerowanie, to jednak nigdy nie byłam „sakwiarką” i pewnie, że dopada mnie milion wątpliwość. Bardzo fajnie uchwyciłaś mój stan ducha 🙂 Właśnie siedzę na postem na ten temat, bo nie przeraża mnie niewygoda czy brak kosmetyków, ale raczej to, o czym nigdy wcześniej nie myślałam wyjeżdżając na dłużej – że taka podróż to nie tylko wielka przygoda, ale również wiele pożegnań. Postaram się jakoś ująć w słowa moje przemyślenia, może mi się uda. W każdym razie, choć z dużym poślizgiem (bo dopiero kilka dni trafiłam na Waszego bloga via flickr), jeszcze raz dzięki za krzepiący wpis!

    1. Cześć Kasiu. Miło mi, że tekst Ci się spodobał. Pożegnania to niestety nieodłączna część naszego życia. Niektóre na chwilę, inne na dłuższy czas. Ale za to po nich następują powitania i wtedy jest o czym znowu rozmawiać. A po Waszej podróży tematów z pewnością będzie bez liku, więc cieszcie się przygodą i tym co Was czeka.
      Trzymamy kciuki za Waszą wyprawę. Spełniajcie Wasze marzenia, bo przecież to w życiu każdego jest najmilsze:D Do zobaczenia gdzieś w trasie!

Dodaj komentarz