Dzień dobry Koreo!

Korea Południowa, choć teoretycznie istnieje do niej droga lądowa, praktycznie jednak funkcjonuje ona jak wyspa. Jej północna siostra strzeże granic, nie wpuszczając nikogo. Ale ona nie ma jej tego za złe, dla niej to siostra, a nie lubi za to jej innego sąsiada, Japonii.

Nasze pierwsze zetknięcie z Koreańczykami nastąpiło podczas odprawy celnej i paszportowej w gmachu przystani promowej. Okazało się, że przepisy są dość restrykcyjne i mimo, że mieliśmy już w Chinach skanowany bagaż, tutaj zafundowano nam kolejną kontrolę. Poza tym nie można wwozić żadnego mięsa, czy owoców na teren Korei. Dobrze, że dowiedzieliśmy się o tym wcześniej, dzięki czemu mogliśmy wszystko zjeść już na promie. Nas zaskoczyło jednak coś innego. Kazano nam bowiem wyczyścić nasze rowery. Było to dla nas nie lada zaskoczeniem. Zaprowadzono nas do toalety, dano szczotkę, a pan ze straży granicznej zaczął psikać środkiem odkażającym. Jako, że brud z naszych rowerów pamięta jeszcze czasy afrykańskich bezdroży, dokładne jego wyczyszczenie okazało dosyć czasochłonne. Po 15 minutach panowie, którzy nas nadzorowali dali więc spokój, tym bardziej, że skończył się im płyn odkażający. Po drobiazgowej kontroli przyszedł czas na deklarację celną. Niestety blankiet, który powinniśmy wypełnić był tylko w dwóch językach. Koreańskiego i chińskiego niestety nie znamy więc poprosiliśmy o pomoc służbę celną. Koreańczycy okazali się bardzo pomocni i łamanym angielskim wytłumaczyli wszystkie konieczne do wypełnienia pola. Zaangażowane przy tym były aż trzy osoby, co tym bardziej świadczy o ich chęci pomocy i życzliwości wobec zagranicznych turystów. Co nas jeszcze zaskoczyło po wkroczeniu na koreańską ziemię to porządek. Po chaotycznych Chinach, koreańskie realia nas lekko zaskoczyły. Toalety ładne, czyste i nawet pachnące i do tego sedes europejski w większości z nich. Śmieci zdecydowanie mniej, a i charkania czy plucia jakoś nie było słychać. No i nie towarzyszył już nam na każdym kroku zapach dymu papierosowego. A co najważniejsze na przystani było darmowe wi-fi!

Pierwszego dnia chcieliśmy gdzieś rozbić nasz namiot w drodze do Seulu. Niestety jak się okazało na tym odcinku miasto za miastem jest ściśnięte niczym sardynki w puszce. Widząc co się święci złapaliśmy kolejne darmowe wi-fi i zaczęliśmy szukać noclegu na WarmShowers, a że była już 13:00 mieliśmy obawy, że może nam się nie udać. A jednak, po kilku godzinach otrzymaliśmy odpowiedź pozytywną. Rodzina z Incheon zgodziła się nas przenocować. Mieszkanie okazało się być najwyżej położonym apartamentem w 32 piętrowym wieżowcu. Widoki na miasto mieliśmy więc z „najwyższej półki”. Szkoda tylko, że drugiego dnia pojawił się miejski smog. Akurat wtedy, gdy chciałem porobić kilka nocnych zdjęć.

Koreańska gościnność nie skończyła się tylko na noclegu. Podczas dwóch wieczorów, mieliśmy okazję poznać tutejszą kuchnię i porozmawiać na temat polskich i koreańskich zwyczajów. Choćby ten o nalewaniu czegoś do picia osobie starszej. Jeżeli ja nalewałbym przykładowo sok osobie starszej, to muszę trzymać butelkę obiema dłońmi, podczas gdy ona może trzymać kubek tylko w jednej. W sytuacji odwrotnej, gdy ona nalewa mi sok, to ona może trzymać butelkę w jednej dłoni, podczas gdy ja muszę trzymać kubek obiema. Generalnie osoby starsze traktowane są w Korei z wielkim szacunkiem na każdym kroku. Dowiedzieliśmy się także, że Campe jest odpowiednikiem naszego Na zdrowie, a Koreańczycy piją przeważnie 5% piwo. Mocniejszym trunkiem, który można tam spotkać jest 17% napój z ryżu. Coś na wzór naszego wina.

Zauważyliśmy także, że Koreańczycy bardzo długo pracują w ciągu dnia, a po pracy często wychodzą na wspólne spotkania na piwo. Nie dość, że spędzają w pracy strasznie dużo czasu, to ich urlopy są bardzo krótkie. Rzadko zdarza się, aby pracownik otrzymał w jednym ciągu urlop dłuższy aniżeli tydzień. Przeważnie są to pojedyncze dni. Dlatego każdy weekend, czy dni wolne od pracy to dla nich święto. W miastach parki w weekendy zapełniają się namiotami, a ludzie wychodzą na spacery, pobiegać czy pojeździć na rowerze. Plaże również są okupowane przez spragnionych świeżego powietrza Koreańczyków, a pola biwakowe, o ile pogoda pozwala, pełne są przyczep kempingowych. A gdy zdarza się długi wolny od pracy weekend (a na taki właśnie my trafiliśmy) tłok jest jeszcze większy. Ludzie potrafią się rozbijać z namiotami wcześnie rano, a wracać do domu późnym wieczorem. Tylko pojedyncze osoby zostają na noc.

Zastanawialiśmy się jak to jest z tym koreańskim pracoholizmem, który widać na każdym kroku. Koreańczycy w większości zaczynają pracę wcześnie rano, a wracają bardzo późno. Odpowiedzi na te pytania udzielił nam Tomek, poznany dzięki Couchsurfing, który to przygarnął nas na kilka dni w Seulu. Przede wszystkim późne wychodzenie z pracy związane jest z ich kulturą i nastawieniem do swoich zwierzchników w firmie. Podwładny nie może siedzieć krócej w pracy niż jego szef. Jest to bardzo niemile widziane. A ponieważ szef siedzi bardzo długo, to pracownik musi jeszcze dłużej. Dodatkowo wiele firm ma specjalne fundusze na wyjścia poza firmę. Stąd te wspomniane już wspólne wyjścia na piwo po pracy. I tu także niemile widziana jest odmowa zwierzchnikowi. Jeżeli szef zaprasza na piwo po pracy po należy iść, nawet jeżeli w domu czeka stęskniona żona z dziećmi. Oczywiście inaczej jest na wsiach, gdzie życie płynie spokojniejszym rytmem, a wieczory to czas na wspólne spotkania ze znajomymi i odpoczynek po dniu ciężkiej pracy. Przeważnie mężczyźni i kobiety tworzą osobne grupki i w nich prowadzą rozmowy czasem aż do zmroku. W taki oto sposób przywitała nas Korea Południowa i jej mieszkańcy.

Jeżeli macie ochotę pooglądać nasze zdjęcia, to zapraszam do galerii poniżej.


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

4 myśli na temat “Dzień dobry Koreo!

    1. Hej,
      Tę złotą „Super Krowę”, która zapewne chciała lecieć zbawiać świat znaleźliśmy w Seulu podczas naszej przejażdżki po mieście. Stała o ile dobrze pamiętam przed bankiem. Bardzo mi się spodobała więc zrobiłem jej zdjęcie. A co faktycznie ma ona oznaczać nie wiem. Nie mniej, sam pomysł ciekawy:d Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.