Wakacje na wyspie Tioman

Kiedy jesteśmy w Malezji mija nam piętnasty miesiąc w drodze. Ktoś może powiedzieć, że nasza podróż, to jedne, wielkie wakacje. Nie będziemy się kłócić, że tak nie jest, bo wcześniejsze nasze urlopy też spędzaliśmy głównie na rowerze. Jednak po tak długim czasie w drodze czujemy, że przydałby się nam krótki odpoczynek. Hotele ze względu na cenę odpadają, szukamy więc hostów wśród Warmshowrsów. Naszą uwagę przykuwa jedna, ciekawa lokalizacja. Niestety ciężko dostać się w to miejsce rowerem. A wszystko przez to, że jest to wyspa. W dodatku wyspa po której ciężko też poruszać się naszymi pojazdami, bo nie ma na niej zbyt wielu dróg. Niemniej wysyłamy zapytanie o możliwość noclegu. Jeszcze tego samego dnia dostajemy pozytywną odpowiedź. A więc jedziemy, a raczej płyniemy!

(więcej…)

Czytaj więcej

Wielokulturowość Malezji

Ostatnio pisałem, że Malezyjczycy bardzo przyjaźnie podchodzą do turystów. I w mojej ocenie tak naprawdę jest. Jednak czym innym jest poznać jakiś kraj od turystycznej strony, niż w nim mieszkać i pracować. Dzisiejszy wpis będzie więc nieco inny, bo nie opiszę tu wyłącznie naszych odczuć, ale skupię się na pozbieranych opiniach różnych osób poznanych w Malezji. A dotyczyć one będą jakości życia kilku narodowości w jednym kraju. Malezja jest krajem wielokulturowym. Malajowie, czyli rdzenni mieszkańcy Półwyspu Malajskiego stanowią około 54% całej populacji. Ale obok nich mieszkają też Chińczycy, których jest mniej więcej 25%. Większość chińskich rodzin żyje tu od trzech lub więcej pokoleń. Trzecią grupę etniczną stanowią Hindusi, których jest blisko 8%. Pozostali, to mieszanka wielu narodowości. Wszystkich mieszkańców Malezji, posiadających obywatelstwo tego kraju, nazywa się Malezyjczykami (nie mylić z Malajami). Wiele osób (szczególnie w miastach) posiada umiejętność posługiwania się wieloma językami.  Mówią po malezyjsku, angielsku, część po chińsku, koreańsku, japońsku, tajsku, czy w języku hindi. Nawet niektórzy Malajowie przyznają, że łatwiej jest im się niekiedy porozumieć w swoim kraju po angielsku, niż silić na poprawność językową.

(więcej…)

Czytaj więcej

Pierwsze dni w Malezji

Jesteśmy. Tym razem mamy wizę na 90 dni, więc nie musimy się spieszyć. Podekscytowani nowym krajem przyglądamy się wszystkiemu co nas otacza. Zatrzymujemy się na pobliskiej stacji benzynowej w poszukiwaniu bankomatu. Po stronie tajlandzkiej w banku nie mieli za wiele malezyjskiej gotówki. To co wypłaciliśmy wystarczy nam może na jeden dzień. Boimy się też, że na wschodnim wybrzeżu, którym to zamierzamy się przemieszczać, nie będzie zbyt wiele miejsc do jej pobrania, dlatego bankomat, to nasz aktualny cel. Kiedy fundusze są już w naszej sakwie, ruszamy dalej. Pierwsze wrażenia z nowego kraju są całkiem miłe, bo nie często zdarzało nam się, aby bankomat nie pobierał opłat i nie było żadnego problemu z wybraniem gotówki. Plus dla Malezji. Kolejny, tym razem dłuższy postój robimy, gdy docieramy do supermarketu.  Jako, że temperatura rośnie w zastraszającym tempie, chowamy się w cieniu i na zmianę, jedno z nas przegląda półki sklepowe, podczas gdy drugie pilnuje rowerów. Czyli rozpoczynamy naukę nowego kraju. Na pierwszy ogień idzie przelicznik walut i poszukanie produktów, które nie nadszarpną naszego budżetu.

(więcej…)

Czytaj więcej

Tajlandia ekspresowo

Do Tajlandii wjeżdżamy już po raz drugi podczas tej podróży, więc mniej więcej wiemy czego się spodziewać. W końcu to właśnie w tym kraju rozpoczęliśmy naszą przygodę. Znamy podstawowe słowa, walutę, ceny i przeliczniki. Jedyną niewiadomą jest wiza. Za pierwszym razem, wlatując do kraju, dostaliśmy pozwolenie na 30 dniowy pobyt. Jednak przekraczając granicę lądem przysługuje nam tylko 15 dni darmowych. A to jest zdecydowanie za mało, aby na spokojnie dostać się do Malezji. Zwłaszcza, że zatrucie pokarmowe nadal mi doskwiera. (więcej…)

Czytaj więcej

Pożegnanie z Birmą

Minglawa! To słowo jako pierwsze przychodzi mi na myśl kiedy opuszczamy republikę Myanmaru. Ten krótki i melodyjny wyraz, to nic innego jak pozdrowienie w lokalnym języku. Coś jak nasze dzień dobry czy cześć. Używaliśmy go praktycznie codziennie w kontaktach z lokalną ludnością. Nauczyliśmy się jeszcze kilku innych, pojedynczych słów, jednak to za mało, aby swobodnie poruszać niektóre tematy.

(więcej…)

Czytaj więcej

Dzień z życia rowerzysty w Birmie

Dziś będzie nieco inny post. Miało być co prawda o świątyniach w Bagan, ale mogą one nieco poczekać. Chcę Wam bowiem przybliżyć jak wyglądał nasz zwykły dzień w Birmie. Z jakimi problemami musieliśmy się zmagać i co wywoływało uśmiech na naszych twarzach. Pisząc to teraz, z perspektywy czasu, kiedy jesteśmy już w Polsce, wszystkie te problemy i sprawy, które wtedy zaprzątały nam głowę, stają się takie jakieś błahe, czasami nierealne. Jednak przyznam szczerze, że wtedy nie zawsze było mi do śmiechu. Zatem cofnijmy się w czasie do upalnego marcowego poranka i zajrzyjmy do naszego namiotu, który spowity jest jeszcze poranną mgłą. Zapraszam.

(więcej…)

Czytaj więcej