Być jak ona

Zapewne wielu z Was ma kogoś na kim się wzoruje, kogoś dzięki komu Wasz świat wygląda tak, a nie inaczej. I ten ktoś ukształtował Wasz charakter, w pewnym sensie też wskazał drogę, którą podążacie. I ja mam kogoś takiego. Dziś chcę Wam tę osobę przedstawić.

Można powiedzieć, że z Teresą znamy się od zawsze. Odkąd pamiętam spędzałyśmy sporo czasu ze sobą. Ale teraz, gdy jesteśmy starsze, mamy więcej czasu na rozmowy. Wcześniej Tesia była zawsze zabiegana. Dom, dzieci, praca. Potem wnuki. Nie zawsze było łatwo. W domu się nie przelewało. Jedna rzecz jednak musiała być każdego dnia – obiad. Tak Tesia świetnie gotuje. W mojej podróży strasznie tęsknię za jej gołąbkami, marchewką na gęsto i jajecznicą na maśle.

Kiedy panną Tesia była, sporo na obozy harcerskie jeździła. Chyba wszystkie zakątki Polski odwiedziła. Za granicę w tamtych czasach ciężko było wyjechać, a i pieniędzy brakowało. Ale ciągnęło ją do tej przyrody i wakacyjnych wędrówek, a wspomnień z tamtych czasów ma całą masę. Piosenki harcerskie, ogniska, spanie w namiocie, gdzieś w górskich dolinach. Eh…

Tesia całe swe życie w Czersku mieszkała. Tam też Kazika, swego przyszłego męża poznała. Ładna z nich była para. Sakramentalne „tak”, aż w Oliwie wypowiedzieli. Ponad 100 kilometrów syrenką jechali, by w pięknej Archikatedrze Oliwskiej przed Bogiem przysięgę złożyć. A potem na wesele spowrotem do Czerska wrócili. Jedni powiedzą szaleńcy. Ja powiem marzyciele. Dom pobudowali, wychowali dwójkę dzieci i doczekali się czworga wnucząt. Nie zawsze był czas i pieniądze na dalekie podróże. Tesia całe swe życie poświęciła rodzinie. Pracowała dużo, by wykończyć dom i wykształcić dzieci. Zajmowała się domem, gotowała obiady. Opiekowała się mamą, a potem kiedy Kazik zachorował również on potrzebował opieki. Nigdy nie narzekała. Zawsze walczyła do końca. Pochowała mamę i męża. Mimo trudnych chwil ona nadal spajała całą rodzinę i nie pozwalała, aby ktoś zapominał, że rodzina jest najważniejsza.

A gdy na emeryturze już Tesia była, to wnukami się zajmowała. Nieba by im uchyliła. Do szkoły prowadziła, gotowała, na spacery chodziła. A w wakacje wsiadała na rower i wnukami nad jezioro jeździła. Zawsze też miała dla nich jakieś słodkości. Nigdy nie krzyczała, nie była zła. Nawet jak wnuki cały stół kredkami porysowały, stwierdziła, że to pamiątka będzie.

Z Tesią kojarzą mi się słodkości w „bufecie”, robienie na drutach, wyprawy do miasta. W szafkach ma ona pochowane kilogramy słodyczy. I choć sama za wiele ich nie je, to przecież zawsze może ktoś przyjść, kto z chęcią się poczęstuje. A od robienia na drutach to nawet palec ma już wykrzywiony. Spod jej rąk wyszły setki przepięknych swetrów, szalików, skarpetek, czapek, czy rękawiczek. Obdarowuje nimi całą rodzinę. Choć podejrzewam, że niejedna osoba skusiłaby się na te cuda, ale Tesia swoich dzieł nigdzie nie wystawia na sprzedaż. A szkoda. A do miasta na zakupy chodzi nieprzerwanie. Teraz może troszkę mniej, ale wcześniej to były istne wyprawy. Aby ugotować obiad dla ponad 10 osób wracała do domu z ciężkimi zakupami. A samochodem nie jeździła, więc wszystko sama dźwigała. Nie raz zmęczona wracała do domu, zakładała fartuch, by już po chwili stać przy kuchence i gotować obiad. Ale ona najbardziej się cieszyła, gdy wszyscy najedzeni byli.

Teraz kiedy nawet wnuki już swoje rodziny pozakładały, Tesia troszkę więcej odpoczywa. Wieczorami ogląda seriale, a rankiem robi na drutach siedząc w fotelu i od czasu do czasu spoglądając w okno, czy ktoś nie idzie jej odwiedzić. A odwiedziny ma często. Każdego dnia ktoś z bliskich do niej zagląda. Prawdziwy „nalot” odbywa się w niedzielne popołudnie. To wtedy jest czas na spotkanie całej rodziny przy wspólnym stole. Przychodzą dzieci, zjeżdżają z innych miast wnuki i przybiega najmłodsza pociecha – prawnuczka.

Na wycieczki też Tesia jeździ. Może nie te dalekie, ale odkrywa malownicze zakątki Pomorza. Wszyscy uwielbiają z nią spędzać czas, bo jak Tesia jedzie na wycieczkę, to jest wesoło. Nie nudzą się z nią ani młodzi, ani starsi. I choć wiem, że czasami jej ciężko pokonywać kolejne kilometry, to kocha odkrywać nowe zakątki, tak samo jak kocha wracać do domu. W cieplejsze dni lubi usiąść na podwórku w cieniu i po prostu odpoczywać. Zazdroszczę jej też karnacji, bo mimo, że siedzi w cieniu, to opala się na przepiękny brązowy kolor, choć jak sama twierdzi wygląda jak Murzyn.

Wiele się od niej nauczyłam, wpoiła we mnie wspaniałe cechy. Potem pomagała w problemach. Zawsze wysłucha, wskaże drogę. Nie krytykuje. I choć wiem, że martwi się niesamowicie, kiedy wyjeżdżam, to też cieszy się z każdego odwiedzonego przeze mnie miejsca. Tak naprawdę mój wyjazd jest egoistyczny, bo przecież przez moją chęć poznawania nowych miejsc, ona też tęskni i często nie śpi po nocach, zastanawiając się czy u mnie wszystko w porządku. Jednak nigdy nie usłyszałam od niej słowa skargi, czy narzekania. Teraz kiedy jestem tak daleko, brakuje mi jej bardzo, ale cieszę się z każdej rozmowy, którą uda nam się przeprowadzić. Tesia przez to teraz nie rozstaje się z telefonem, a po to aby czytać nasze wpisy na blogu, nauczyła się obsługi komputera i Internetu.

Czy Tesia jest szczęśliwa? Myślę że tak, przynajmniej taka pozytywna energia od niej bije. I choć nie przejechała całego świata wydłuż i wszerz, to jej życie jest jedną wielką podróżą, która mam nadzieję będzie trwała jeszcze wiele długich lat, bo kto lepiej wychowa nowe pokolenia, jak nie Tesia. Odwiedziłam wiele miejsc, spotkałam tysiące niesamowitych ludzi, ale tak wspaniałej osoby jak Ona nigdzie nie spotkałam. Każdemu z Was życzę, aby taka osoba pojawiła się w Waszym życiu. Dlatego dziś o niej piszę, bo chcę abyście poznali Tesię, właściwie Teresę. Moją Babcię.

PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Ania

Czerpie z życia pełnymi garściami, świat poznaje wielkimi krokami. Rowerem odkrywa światy nieznane, czasami mąż ma z nią „przechlapane”…

3 myśli na temat “Być jak ona

  1. Kochani Aniu i Szymonie, czytam wasze informacje i podziwiam, odwagę, życzę zdrowia i kolejnych wrażeń.
    Dziękuje Aniu, za przekaz o Kochanej Babci i mojej Cioci, niech nam żyje całe wieki w zdrowiu.
    Ciocia Ala B.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.