Hiroshima

Co myślicie słysząc nazwę Hiroshima? Większość z Was zapewne pomyśli o drugiej wojnie światowej i bombie atomowej. Niektórzy pomyślą o Little Boy, czy ewentualnie o muzeum Mazdy. Pytanie, czy to wszystko co może zaoferować to miasto?

My przyznamy się szczerze, że tak jak większość z Was nie wymienilibyśmy nic więcej spoza wyżej wymienionej listy. A Hiroshima ma jeszcze kilka perełek w zanadrzu. Jesr to na przykład zamek, który odbudowany ukrywa się wśród otaczających go wieżowców. Jest też ogród Shukkeien zachwycający japońskim stylem, czy też stare miasto pełne małych sklepików i bazarów.

My do Hiroshimy pojechaliśmy, co tu dużo mówić, aby zobaczyć miejsce zniszczone przez bombę atomową. Oczywiście od tego czasu zmieniło się bardzo wiele, a po tym zdarzeniu pozostał jeden budynek, który de facto był już odnawiany i zabezpieczany przed niszczycielskim działaniem pogody. W Hiroshimie podobnie jak w Nagasaki powstało muzeum upamiętniające to zdarzenie oraz pomnik wolności. Dziś miejsca te tłumnie odwiedzane są przez turystów, a z naszych obserwacji wynika, że najwięcej jest ich ze Stanów Zjednoczonych. Cieszy więc fakt, iż potomkowie osób, które zniszczyły to miasto pamiętają o historii.

Na nas osobiście największe wrażenie zrobiły małe cmentarze w centrum miasta. Widać wieżowce lub parkingi wielopoziomowe, a zaraz przy nich znajdują się małe, ale zatłoczone cmentarze, które upamiętniają to tragiczne zdarzenie. Sama Hiroshima oprócz muzeum posiada jeszcze kilka parków i innych ciekawych miejsc do odwiedzenia. Nas zainteresowały jednak stroje ludzi, którzy tego dnia ubrani byli w narodowe japońskie kimona. Była to niedziela, ale jak widać dodatkowo musiało to być jakieś święto, ponieważ po głównym deptaku przechadzały się setki osób ubranych w narodowe stroje. Dzięki temu mogliśmy nacieszyć oczy znanymi tylko z tego kraju kimonami i bez przeszkód porobić wiele zdjęć. Oprócz charakterystycznych ubiorów szczególną naszą uwagę przykuły rowery z dwoma siedzeniami dla dzieci. Jedno na bagażniku, a drugie na kierownicy. W większości wypadków taki rower zaopatrzony był w silnik elektryczny, ale zdarzały się także jednoślady i bez niego. Razem z Anią podziwialiśmy matki i czasem ojców, którzy jeździli ze swoimi pociechami po chodnikach nie zważając nawet na pogodę. A pogoda w czerwcu nie rozpieszcza. Jak się okazało, przeczytałem złe internetowe źródło i zamiast zdążyć uciec przez porą deszczową wpakowaliśmy się w najgorszy możliwy okres. Mieliśmy zatem kilka postojów w naszej podróży, tak aby przeczekać najbardziej deszczowe dni. Właśnie w tym okresie wiele rowerów miało dołączone uchwyty na parasole, a dziecięce foteliki miały foliowe pokrowce chroniące dzieci przed deszczem. Nie zmienia to faktu, iż wielu rodziców mimo deszczowej aury decydowało się na jeżdżenie rowerem za co tym bardziej ich podziwialiśmy.

Jeżdżenie rowerem jest bardzo popularne w Japonii, jednakże trzeba dodać, iż ten fakt dotyczy miast. Wiele osób dojeżdża do szkoły lub do stacji metra czy też pociągu właśnie na jednośladach. To tu w Japonii widzieliśmy największe i najbardziej zatłoczone parkingi rowerowe. Ba nawet są specjalne budynki dedykowane na parkingi dla jednośladów. Ogrom rowerów nie idzie jednak w parze, tak jak ma to miejsce w Korei Południowej, z ilością i jakością ścieżek rowerowych. Po miastach rowerzyści poruszają się głównie po chodniku współdzielonym z pieszymi lub wydzielonym pasie, który i tak często zajęty jest przez pieszych lub zatrzymujące się na nim, niby na chwilkę, samochody. Poza miastami ruch rowerowy ustaje. Nie widzieliśmy na naszej trasie ani jednego sakwiarza, nie będącego Japończykiem. Raz udało się spotkać grupkę młodzieży jadącą rowerami z sakwami z weekendowego wyjazdu. Akurat wjeżdżali na stację metra. Innym razem przemknął nam Japończyk z pełnym plecakiem i karimatą dołączoną do roweru. Poza tymi osobami nie widzieliśmy nikogo. Może deszczowa aura miała w tym swój udział, albo tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia aby kogoś spotkać? Tego dokładnie nie wiemy. Możemy tylko stwierdzić, że chodniki przeznaczone na ścieżki rowerowe wzdłuż głównych tras w Japonii nie nadają się za bardzo na wygodą jazdę. Wiele z nich było strasznie zarośniętych. Co z tego, że miejsca jest na dwa czy trzy metry, skoro roślinność zdążyła już zakryć wszystko i trzeba czasem taranem się przez nie przebijać. Innym razem szerokość chodnika jest tak mała, że dwa rowery ledwo co się mijają. Jak dodamy do tego rower z sakwami to wiadomo, że jeden z rowerzystów musi się zatrzymać. Kilka razy mieliśmy także tak wąskie miejsca, że rower z sakwami ledwo co się mieścił lub nie dał rady się przecisnąć. Także pod tym względem można się jeszcze poprawić. Nie zmienia to faktu, że większość tras miała jako takie ścieżki wzdłuż dróg. Czasem trzeba było przechodzić na drugą stronę jezdni. Czasem zmuszeni byliśmy przeprowadzać nasze ciężkie rumaki po kładkach, by innym razem przejeżdżać tunelami pod drogami. I robiliśmy to, ponieważ pobocza niestety na japońskich drogach jest bardzo mało. Bezpieczniej więc było się pomęczyć.

Zdarzały się oczywiście odcinki gdzie ścieżek rowerowych, czy chodników nie było. Wtedy zmuszeni byliśmy jechać ze wszystkimi drogą, co do przyjemności nie należało. Jeszcze w jeden sposób Japończycy zapunktowali u nas rowerzystów. W przeciwieństwie do stawianej przez nas za wzór Korei Południowej, pojawiły się tunele z specjalnie wyznaczonym miejscem dla rowerzystów czy pieszych. Czasami nawet takie chodniki były odgrodzone od jezdni, co niewątpliwe zwiększało komfort jazdy.

Miało być w głównej mierze o Hiroshimie, a znowu rozpisałem się o rowerowych ścieżkach. Takie już chyba moje małe zboczenie. Mam nadzieję, że Was tym nie zanudziłem. Może komuś te informacje się przydadzą. Niewątpliwie mieliśmy duże szczęście, iż natrafiliśmy w Hiroshimie na ludzi przebranych w tradycyjne japońskie kimona. Zresztą zobaczcie jak kolorowe one potrafią być! Zapraszam do galerii poniżej.


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

4 myśli na temat “Hiroshima

  1. Witajcie o wielcy!
    Dzięki za pocztówkę z Mongoli ale wysyłajcie tylko z rowerami do kolekcji choć za każdą jestem wdzięczny
    życzę połamania szprych i zawsze z górki
    Andrzej

    1. Wielcy to my nie jesteśmy. Ja wręcz się kurczę. Rower pomógł mi spalić już ponad 10kg:) A z górki to chcielibyśmy zawsze mieć. Niestety nie jest to takie proste;)

  2. A to nie miała po Japonii być Nowa Zelandia? Z powrotem na kontynencie jesteście? Jakby tak bliżej Polski? Czyżbyście planowali przez Kazachstan albo Rosję wracać? Pogubiłem się.

    Co do fotek, to musze rzec, że bardzo dobrze wybrane. Najpierw smutek, refleksja, a potem wesołe dzieciaczki, śliczne japońskie dziewczyny, odbudowana tradycja, życie na nowo. Jak odrodzenie się feniksa z popiołów.

    1. Jak widzisz plany u nas ciągle się zmieniają. Teraz kieunek Bajkał, ale jeszcze do Polski nie wracamy. Chyba, że znowu nam się plany zmienią. Troszkę jeszcze w Azji popedałujemy.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.