Tak nudno, że aż pięknie

Długie przejazdy i puste przestrzenie to norma w Mongolii. Ktoś powie, że w tym kraju można się porządnie wynudzić. Ale wiecie co? Nam się to spodobało. Po zatłoczonych miastach Japonii takie puste przestrzenie spowodowały ukojenie naszych nerwów, nadszarpniętych nieco stawaniem na czerwonym świetle. Mongolia nie wymuszała na nas zatrzymywania się co chwilę. Nie było takiej potrzeby, bo nie było żadnych atrakcji pomiędzy dużymi miastami, a mimo to nam się podobało. Czemu? Powodów jest kilka:

Niebo i jego kolory

Błękitne za dnia, a wielokolorowe o zachodzie słońca. Zapada w pamięć jak mało gdzie. Może dlatego, że nocą widać ogromną ilość gwiazd. A może dlatego, że nie ma tu smogu, który mógłby popsuć niejeden wieczór. Chyba najcenniejszymi wspomnieniami będą jednak dla nas niesamowite zachody słońca. Aż ciężko opisać te kolory, magię barw i roztaczającą się w tym czasie magiczną aurę.

Wzgórza, pola i koryta rzek

Mongolię odwiedziliśmy w okresie przejściowym. Na początku naszej wizyty słońce dawało jeszcze we znaki. Wzgórza pokryte były wysuszoną do cna brązową trawą, a koryta mniejszych rzek nie widziały wody od kilkunastu tygodni. Sytuacja ta jednak się zmieniła. Pojawiły się deszcze na tyle mocne, że zmusiły nas do kiblowania w namiocie, a w tym czasie krajobraz zaczął powoli się zmieniać. Już po tygodniu od ulewnych deszczy trawa się zazieleniła, a koryta rzek wypełniły się po brzegi wodą. Zupełnie inaczej, a jednak nadal pięknie.

Zwierzęta

Coraz mniej jest krajów, gdzie zwierzęta udomowione spotkamy na drodze. Mongolia jest właśnie jednym z nich. Nie dziwi więc tu nikogo stado owiec, kóz, koni, czy nawet wielbłądów spacerujących swobodnie przed jezdnię. Nie ma tu płotów oddzielających drogę od pastwisk. Nie ma też elektrycznych pastuchów czy innych zabezpieczeń przed wychodzącymi na jezdnię zwierzętami. Kierowcom pozostaje więc cierpliwie czekać aż zwierzaki przejdą. Co niecierpliwsi popędzają je klaksonem, ale nawet on często jest bezradny wobec wielkiego stada.

Cisza

Jeżeli jedzie się w stepy, gdzie nie dochodzi droga asfaltowa, a w okolicy nie ma większych miast, trzeba się liczyć z tym, że będzie cicho. Bardzo cicho. Można tam przemyśleć w skupieniu wiele spraw, pobyć w samotności, wyciszyć się. Przynajmniej przez kilka, kilkanaście godzin. Dlaczego tylko, a może aż tyle? Niech nikogo nie zwiedzie pozornie bezludna okolica. Pisałem już wcześniej o ilości zwierząt w Mongolii. A one gdzieś się muszę podziać! Zawsze więc gdzieś niedaleko są jakieś zwierzęta. A tam gdzie zwierzęta, tam musi być i ich obrońca, człowiek i dach nad głową, jurta. Przeważnie jeździ na koniu, w prawej dłoni ma długi kij z batem na końcu, którym zagania nieposłuszne zwierzęta. Lewa dłoń trzyma lejce i prowadzi konia tam gdzie chce jego pan. Ubrany jest różnie, zależnie od pogody. W sprzyjających warunkach nosi na sobie charakterystyczny mongolski płaszcz, a na głowie ma duży kapelusz. W deszczu wdziewa na siebie dodatkowo ponczo lub foliowe nieprzemakalne ubranie. Bogatsi Mongołowie posiadają motory. Przeważnie są to chińskie, duże motocykle. Niezależnie na czym Mongoł jeździ, zawsze ma przy sobie psa. Przeważnie jednego, lecz gdy stado duże, może mieć ich więcej. I ci właśnie Mongołowie nie pozwolą Ci już nacieszyć się niczym nie zmąconą ciszą, trwającą kilka dni. Możesz myśleć, a nawet wierzyć w to, że zostałeś niezauważony, ale wiedz, że oni i tak wypatrzą Ciebie z daleka. Ba, u niektórych widzieliśmy nawet małe lornetki.

Noclegi

Z naszego punktu widzenia Mongolia to jedno wielkie pole kempingowe. Można się tu rozbić dosłownie wszędzie. Oczywiście trzeba się liczyć z gościną ciekawych sąsiadów, ale to wszystko. Lokalni turyści także nocują podczas wakacji czy długich weekendów w namiotach. Właśnie wtedy jeździ najwięcej aut. Wypełnione po brzegi sprzętem turystycznym i jedzeniem przemierzają step, by dostać się nad jeziora czy do innych atrakcji Mongolii. Na taki długi weekend również i my się załapaliśmy.

No dobrze, ale żeby nie słodzić tak mocno napiszę jeszcze o kilku rzeczach, które dobitnie utrudniały nam nasze pedałowanie po mongolskich stepach.

Wiatr

Puste przestrzenie oraz brak lasów, czy nawet krzewów na terenach po których jeździliśmy spowodowały, że wystawieni byliśmy na wiatr. A ten, co tu dużo mówić wiał prosto w twarz. Niekiedy z taką siłą, że nie mogliśmy przepedałować kolejnych metrów i stawaliśmy, by nabrać siły.

Słońce

O pustych przestrzeniach i braku zabudowań już wspominałem. Dorzućcie teraz do tego upał i brak jakiegokolwiek cienia. Mieliśmy to szczęście, że dużo upalnych dni nie zaznaliśmy na naszej trasie. Rozkładająca się miejscami padlina zwierząt, stanowiła za to dowód na gorące tego roku lato.

Deszcz

O ile upałów za wiele nie było o tyle podczas naszego pobytu rozpadało się dość porządnie. Na tyle mocno, iż posiedzieliśmy troszkę w namiocie. Przynajmniej odpoczęliśmy, a ja zdążyłem wydobrzeć po jakimś paskudnym wirusie. Troszkę też przemokliśmy, zmarzliśmy i uciekaliśmy przed burzami, których to moja żonka dobitnie nie lubi. Można powiedzieć, że Mongolia pokazała nam prawie wszystkie swoje pogodowe oblicza. Poza mrozem i śniegiem oczywiście, a zima potrafi być tu surowa i to bardzo.

Co jeszcze czeka turystę w Mongolii? Na pewno brak dostępu do Internetu w stepach i pomiędzy miejscowościami. Na szczęście w miastach i wsiach z dobrymi nadajnikami Internet działa, a w dodatku nie ma żadnych blokad. Drogi pomiędzy dużymi, mongolskimi miastami często są asfaltowe. Czasem dobrej jakości, w większości jednak z dziurami mogącymi urwać koło samochodom z niskim zawieszeniem. Są też w drogach asfaltowych odcinki całkowicie zdewastowane. Mogą one ciągnąć się nawet kilometrami. Kierowcy chętnie wtedy jadą poboczem i wyprzedzają wolno jadące tiry. Teraz już wiem czemu tu jeździ tak wiele aut terenowych. Zwłaszcza, że trasy szutrowe po deszczach w wielu miejscach nie nadają się na zwykłe samochody z niskim podwoziem.

Oddzielnym tematem mogłyby być toalety w Mongolii. A w zasadzie ich brak. I nie mówię tu o miejscach trudno dostępnych tylko o głównych drogach w tym państwie. Większość kierowców staje więc przy drodze i idzie 5 metrów w step, aby oddać co nieco naturze. Oczywiście nie ma się gdzie schować w stepie. Mężczyźni mają łatwiej, wiadomo. Kobiety radzą sobie również całkiem sprawnie. Wykorzystują kurtki lub bluzy, czy koce do zakrycia się. Toalety, a w zasadzie wychodki spotkać można tylko w miejscowościach. Drewniane, z przeważnie z 4-5 metrową straszącą pustką pod stopami dziurą w podłodze. Toalety z prawdziwego zdarzenia znaleźć można tylko w Ułan Bator lub miejscowościach turystycznych. A i tak przeważnie jest to styl azjatycki. Spokojnie po dłuższym pobycie w Azji można przywyknąć.

Czy polecam Mongolię? Zdecydowanie tak! Osoby chcące wyciszyć się i mieć codziennie kontakt z naturą odnajdą się tutaj bez problemu. Cisza, przestrzeń i piękne niebieskie niebo wraz z ogromnymi stepami sprzyjają przemyśleniom i ukoją nerwy po miejskim zgiełku. Nieco gorzej może być z osobami lubiącymi życie miejskie i imprezy. Raczej poza Ułan Bator nie uświadczy się większych miejskich atrakcji. Nam jednak to w zupełności nie przeszkadzało. Po miejskich dżunglach w końcu nasze rowerowe hamulce mogły odpocząć, a my cieszyliśmy się przestrzenią i ciszą, której troszkę już nam brakowało.

[Lipiec 2015]


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.