• Księżycowy Korytarz Wachański

Zdrastwujtie z Rosji

Chcąc powitać Rosję z pierwszym dniem ważności naszej wizy, z samego rana stawiliśmy się na granicy mongolsko-rosyjskiej w Altan Bulag. Wiedzieliśmy już wcześniej, że przejściem granicznym pomiędzy Rosją, a Mongolią nie damy rady przejechać na rowerach czy też przejść pieszo. Pozostało więc nam złapać tira lub poszukać innego płatnego transportu. Jak się okazało z tirami nie było tak łatwo. (więcej…)

Czytaj więcej

Gościnność końskim mlekiem płynąca

Mongolska gościnność przeważnie zaczyna się lub kończy miseczką końskiego mleka. Mieliśmy okazję się o tym przekonać osobiście wiele razy. Tak naprawdę wszystko zaczęło się od poszukiwań noclegu. Już wcześniej pisałem, że na stepie nie ma szans, aby się ukryć i rozłożyć namiot bez zwrócenia na siebie uwagi. W związku z tym postanowiliśmy, że tam gdzie to możliwe będziemy starali się pytać o pozwolenie rozbicia namiotu na czyjejś ziemi.

(więcej…)

Czytaj więcej

Karakorum

Do miasteczka Karakorum (zwanego też Charchorin) dotarliśmy dzień po przerwie związanej z przeczekaniem ulewnych deszczy. Właśnie ten jeden dzień wystarczył by wyszło słońce, a niebo przybrało wyrazisty niebieski odcień. Samo miasteczko nie wyróżnia się niczym niezwykłym. Troszkę ponad 8 tysięcy osób, mały bazarek, kilkanaście sklepów i to wszystko. Jednak jest tam jedno miejsce, które chętnie odwiedzają turyści.

(więcej…)

Czytaj więcej

Tak nudno, że aż pięknie

Długie przejazdy i puste przestrzenie to norma w Mongolii. Ktoś powie, że w tym kraju można się porządnie wynudzić. Ale wiecie co? Nam się to spodobało. Po zatłoczonych miastach Japonii takie puste przestrzenie spowodowały ukojenie naszych nerwów, nadszarpniętych nieco stawaniem na czerwonym świetle. Mongolia nie wymuszała na nas zatrzymywania się co chwilę. Nie było takiej potrzeby, bo nie było żadnych atrakcji pomiędzy dużymi miastami, a mimo to nam się podobało. (więcej…)

Czytaj więcej