Tarasy ryżowe Yuanyang

Tarasów ryżowych w Chinach jest bardzo dużo. Turyści chcący je obejrzeć mają więc w czym wybierać. Największe i najbardziej popularne mieszczą się w Gulin. My wybraliśmy mniejsze, ale za to mniej oblegane i cichsze, czyli te w Yuanyang. Tak naprawdę na naszej trasie udało nam się zobaczyć 3 duże połacie tarasów i setki mniejszych, ale także urokliwych poletek. Oczywiście w tych rejonach jest ich znacznie więcej, więc zmotoryzowani mogą sobie pozwolić na dokładniejsze ich zgłębienie. Są tu również przygotowane specjalne punkty widokowe umieszczone w najdogodniejszych miejscach. Szkoda, że wstępy do nich są takie drogie. Niedaleko tych najbardziej obleganych punktów widokowych można znaleźć też mniejsze i bezpłatne miejsca, skąd bez problemu można podziwiać panoramę tarasów. My na swojej trasie mijaliśmy punkty widokowe w Duoyishu (największe w Yuanyang; oblegane o wschodzie słońca) i Bada (umiejscowione po drugiej stronie góry; polecane na zachód słońca). Punkt widokowy Duoyishu mieści się w Pugao Laozhai Folk Village, a ten w Bada znajduje się dalej na północ, kilka kilometrów za małą, ale bardzo klimatyczną mieściną Shencun.

Yuanyang
Mapa poglądowa tarasów ryżowych w Yuanyang, udostępniona dla turystów.

Czym w ogóle są tarasy? To nic innego jak utworzone przez człowieka półki na zboczach gór. Dzięki nim możliwe jest uprawianie ryżu lub innych warzyw na stromiznach, tam gdzie normalnie urosłaby tylko trawa lub drzewa. Półki te połączone są między sobą małymi przepustami, przez które płynie woda. W ten właśnie sposób spływa ona z wierzchołka góry poprzez owe tarasy, aż do strumieni, czy rzek na dnie wąwozu. Jej przepływ stale nawadnia pola uprawne, aż do momentu zbiorów. Wtedy to przepusty są zamykane (woda płynie innym korytem), a rolnicy przystępują do zbiorów. Także w zależności od pory roku można trafić na tarasy „puste”, zaraz po zbiorach bez wody i jeszcze nie przygotowane do kolejnego sezonu. Innym razem jak okiem sięgnąć światło odbijać się będzie od tafli wody przepływającej przez poletka, czasami tak mocno, że aż może oślepiać. Przed zbiorami natomiast patrząc w dół ze szczytu rozpościera się widok na zielone schody stworzone z włochatych ryżowych dywaników. Tarasy mają jeszcze inne twarze: choćby czerwoną o wschodzie słońca, czy też białą, gdy przykryte są zimą puszystym, białym kożuszkiem.

Kiedy więc najlepiej jechać do Yuanyang? Tak naprawdę prawie każda pora jest dobra, no może poza dniami z mgłą i rzęsistym deszczem. Różne pory roku, tak naprawdę odkrywają inne oblicze tarasów. Czy to na które my trafiliśmy jest najlepsze? Nie wiemy. Jesteśmy jednak pewni, że tereny te warte są odwiedzenia, dlatego z czystym sumieniem je polecamy.

 


 

PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

 

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

2 myśli na temat “Tarasy ryżowe Yuanyang

  1. Czemu mnie tam z Wami nie ma?! Rewelacja!
    Ale napiszcie coś o ludziach: czy faktycznie Chińczycy nie są zbyt gościnni, za to raczej trudni w komunikacji? Czy to tylko stereotypy? Co z tym pluciem – naprawdę go tak dużo?
    I co z Wami? Jak kondycja? Zmęczenie? A sprzęty (rowerowe i elektroniczne) nie zawodzą?

    Pozdrowienia ze słoneczne wiosennego Gdańska!

    1. Agatko, pakuj w takim razie sakwy i dołącz do nas.
      O ludziach już Ania wspominała we wpisie „Junnan z Gan bei w tle”. Generalnie panuje tu ta sama zasada co w innych krajach – im biedniejsze tereny, tym życzliwsi ludzie. Z komunikacją faktycznie jest problem. W ruch idzie translator, ale nie wszyscy znają typowy chiński, gdyż występują tu różne dialekty. W takich sytuacjach najlepiej sprawdza się stary, dobry język gestów:)
      Plucia i charkania w Chinach masz dostatek – to całkowita prawda. Co chwilę słyszymy charakterystyczne odgłosy i nie ważne czy to na świeżym powietrzu, czy w budynku. To co nam jeszcze przeszkadza, to ciągłe palenie papierosów przez mężczyzn.
      My mamy się dobrze, kondycja coraz lepsza – podjazdy robią swoje:) A sprzęty niestety zawodzą. Chociażby nasz namiot, który w niewyjaśnionych okolicznościach dostał setki małych dziurek w podłodze. Dodatkowo karimata odmówiła posłuszeństwa, a ja zgubiłem licznik rowerowy. Na razie wymieniliśmy linkę hamulca i klocki u Ani i to chyba na chwilę obecną wszystkie z naszych technicznych problemów.
      Teraz kombinujemy jakby pozbyć się kilku kilogramów z naszego bagażu. Szczególnie ciąży mi Twój klucz rowerowy, także nie masz wyboru musisz po niego przyjechać:)
      A my pozdrawiamy Ciebie z zimnego Shangri-la!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.