Tokio – miasto, które nie śpi

Tokio jest jednym z największych miast na świecie, a w rankingu aglomeracji jest zdecydowanym królem. Aby zrozumieć wielkość tej japońskiej aglomeracji, musielibyśmy ustawić 20 miast o wielkości Warszawy, jedna przy drugiej. Albo inaczej, to tak jakby zmieścić całą ludność Polski na obszarze wielkości województwa opolskiego, które ma najmniejszą powierzchnię w naszym kraju. Także ścisk jest niesamowity. I to widać wszędzie. Metro, autobusy, kawiarnie a przede wszystkim mieszkania, które są naprawdę małe w porównaniu do europejskich standardów. Mimo to miasto jakoś funkcjonuje. Śmiem nawet stwierdzić, że lepiej od naszych największych miast w Polsce. Szybkie koleje, sprawne metro i liczne drogi dają dogodne połączenia pomiędzy obrzeżami, a centrum. Oczywiście w trakcie świąt tworzą się gigantyczne korki, ale to normalne w każdej dużej aglomeracji.

Ceny w Japonii są wysokie, a w Tokio wręcz odstraszają. Dlatego też z miłą chęcią skorzystaliśmy z gościny Yukiko, Japonki poznanej przeze mnie jeszcze w Polsce podczas pracy nad wspólnym projektem. To dzięki niej dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o Tokio i mogliśmy spróbować nowych dla nas, japońskich dań. Wtedy także dotarło do nas, iż faktycznie mieszkania japońskie są bardzo małe. Tym bardziej dziękujemy Yukiko za gościnę w jej kawalerce.

Dlaczego nazywam Tokio, miastem które nie śpi?

Od wczesnych godzin rannych widać ćwiczących w parkach Japończyków lub służby komunalne czyszczące miasto. Jeszcze jedni nie zdążą wrócić do domu, a już przez Tokio przelewa się kilkugodzinna fala osób zmierzających do pracy. Z metra i szybkiej kolei wychodzą tysiące Japończyków w pracowniczych uniformach i pędzą do pracy zatrzymywani jedynie przez czerwone światła, do których co trzeba przyznać, stosują się wzorowo. W tym czasie z półek kawiarenek i przydrożnych sklepików znikają tony ciastek lub kanapek, a hektolitry kawy pobudzają zaspanych jeszcze Japończyków. W innej części miasta na targu rybnym ruch w pełni. Wózki elektryczne wypełnione rybami i innymi owocami morza mijają się na centymetry z pieszymi turystami, którzy spieszą na świeże sushi do pobliskich knajpek. Turyści muszą jednak uzbroić się w cierpliwość, ponieważ kolejki do takich restauracyjek tworzą się od rana. W trakcie obiadowej przerwy przez Tokio przechodzi kolejna fala Japończyków dbających o zdrowie. Biegacze, rowerzyści i fani jogi wykorzystują ten czas na podtrzymanie dobrej sprawności fizycznej, a rzesze ludzi okupują knajpki i posilają się przed kolejną częścią dnia.

Wieczór to czas powrotów z pracy i spotkań firmowych, czy towarzyskich. Korki na ulicach, chodnikach czy nawet metrze są w tym czasie normalne. To wtedy właśnie Tokio zamienia się w rewię mody, a restauracje mają swój największy utarg. Późny wieczór i noc zarezerwowana jest dla osób lubiących zabawę w klubach lub długie rozmowy w barach. Na ulicach pełno wtedy knajpowych naganiaczy. Zaczepiają każdego obcokrajowca, nawet jeżeli nie wygląda na turystę. Jeżeli udasz, że nie rozumiesz po japońsku, czy angielsku, to jest szansa, że Cię nie zatrzymają. A ponieważ często są to dwumetrowi Afroamerykanie pełniący dodatkowo rolę ochrony, ciężko przejść obok nich szybkim krokiem. W nocy na ulicach spotkać można setki śmieciarek wywożących odpady z całego dnia i taksówki odwożące zmęczone imprezowaniem w barach czy klubach osoby do ich domów lub też hoteli.

I tak dzień zaczyna się na nowo, a te same osoby o identycznej godzinie przemierzają dobrze znane sobie alejki, zmierzając na trening czy do pracy. Wyjątkiem oczywiście są turyści, którzy zwiedzają miasto, chłoną kulturę, poznają zwyczaje i próbują japońskich potraw. W tym właśnie nurcie my się częściowo znajdowaliśmy. Oprócz szukania sklepów rowerowych, komputerowych czy turystycznych, by skompletować sprzęt przed kolejnym etapem naszej podróży, poruszaliśmy się tymi samymi drogami co spora część odwiedzających Tokio turystów, zaglądając między innymi do pałacu cesarskiego czy na targ rybny.

Po kilku dniach w stolicy Kraju Kwitnącej Wiśni ruszyliśmy na lotnisko. Mijając przy okazji ciekawe uliczki i chodniki wyłożone kafelkami z mapami przeróżnych krajów świata. Ani udało się nawet dostrzec naszą polską mapę. Jako, że nasz lot był następnego dnia z rana, noc spędziliśmy na lotnisku w gronie kilkudziesięciu innych podróżnych. Rankiem spakowaliśmy nasze rowery oraz bagaże i  z biletami w ręku stanieliśmy w kolejce do odprawy, zastanawiając się ile to zapłacimy za nasz mocno przesadzony nadbagaż. Szczęśliwie trafiliśmy na świetną obsługę, która przymknęła oko i nie musieliśmy płacić za dodatkowe kilogramy. Lecimy! Kierunek Mongolia!


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

2 myśli na temat “Tokio – miasto, które nie śpi

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.