Pożegnanie z Birmą

Minglawa! To słowo jako pierwsze przychodzi mi na myśl kiedy opuszczamy republikę Myanmaru. Ten krótki i melodyjny wyraz, to nic innego jak pozdrowienie w lokalnym języku. Coś jak nasze dzień dobry czy cześć. Używaliśmy go praktycznie codziennie w kontaktach z lokalną ludnością. Nauczyliśmy się jeszcze kilku innych, pojedynczych słów, jednak to za mało, aby swobodnie poruszać niektóre tematy.

JELITÓWKA STARCIE 2

Nasze dni w Birmie dobiegają końca. Data na wizie w paszporcie ewidentnie pokazuje, że pora się żegnać. A co ja odczuwam?  Głównie nudności i ból brzucha! Niestety drugi raz w tym kraju coś mi zaszkodziło. Za pierwszym razem były to najprawdopodobniej lody zamrażane kilkakrotnie (o czym nie wiedziałem wcześniej), którym to nie mogłem się oprzeć po miesiącach spędzonych w Indiach. Tym razem jednak wydaje mi się, że sprawcą mojego samopoczucia są lokalne pierożki z farszem. W sumie dziwię się bardzo, ponieważ wybraliśmy z Anią miejsce do którego zaglądało sporo osób,  a mój żołądek już dawno przyzwyczaił się do azjatyckiego jedzenia.  Jak widać coś jednak mu zaszkodziło. Na szczęście ból brzucha nie nasila się i daję radę pedałować w kierunku granicy z Tajlandią. Jadąc tak w milczeniu mam czas zastanowić się nad tym wszystkim, co utkwiło mi w pamięci przez ten miesiąc rowerowania po Birmie.

ZASKOCZENIE

Kraj ten zaskakiwał nas w wielu aspektach. Pamiętam, że już w Indiach spotkaliśmy się z tradycją, że dwóch dobrych kumpli chodzi, trzymając się za ręce. Nigdy jednak żaden facet nie wysyłał do mnie buziaka! A to właśnie ma miejsce w Birmie. Mężczyźni pozdrawiając się wzajemnie, często używają gestów zarezerwowanych w naszej polskiej kulturze dla relacji damsko-męskich. Przyznam, że spore wrażenie to na mnie zrobiło. W pierwszej chwili pomyślałem, że sporo tu mężczyzn odmiennej orientacji. Dopiero po czasie poznałem ten lokalny zwyczaj.  Cmokanie w restauracji też należy do normalnych zachowań. Oznacza to nic innego jak prośbę o podejście kelnera czy kelnerki. Nic w tym obraźliwego.  Do podobnych zwyczajów należy uznać klaskanie. To właśnie za jego pomocą, próbowano zwrócić naszą uwagę.  Dopiero gdy odwróciliśmy głowy, pozdrawiano nas słowami Minglawa. A pozdrowień wysłano do nas całe mnóstwo! Nie udało nam się chyba przejechać przez żadną wieź, bez minimum jednego powitania. W miastach, szczególnie turystycznych, wygląda to już nieco inaczej. Tam po prostu ludzie przyzwyczaili się do obcokrajowców. To co zwróciło moją uwagę to także charakterystyczne męskie spódnice, o których Ania już wspominała przy okazji opisywania dnia z życia rowerzysty w Birmie. Nie pisała jednak o męskim upodobaniu do farbowania włosów na różne kolory. Szczególnie nastolatkowe lubią zmieniać w ten sposób swój wygląd.  Natomiast głowy małych dzieci często ścinane są kompletnie na łyso. I to zarówno u chłopców jak i dziewczynek.

CODZIENNOŚĆ I ZMIANY

Przeciętnym mieszkańcom Birmy dzień upływa na pracy od rana do wieczora. Często tuż po wschodzie słońca wyruszają oni na swe poletka. Ciągników nie ma zbyt wiele, a pola orane są przy pomocy bydła ciągnącego drewniane pługi, albo też używa się chińskich ciągników dwukołowych. Przed upałem ludzie chronią się używając bambusowych czy słomianych kapeluszy i parasolek, a gdy temperatura staje się nieznośna, prace zanikają. Większość osób udaje się wtedy na sjestę. Część chroni się w lokalnych restauracjach, jedząc ryż z jajkami, kurczakiem lub wołowiną  i bardzo ostrymi, jak dla nas, przyprawami. A jak nie jedzą, to namiętnie żują betel, co chwilę spluwając czerwoną mazią na boki. Upał natomiast nasila pragnienie. Mimo, że w wielu miejscach nie ma prądu, to pojemniki z lodem są wszędzie. W nich znaleźć można wodę, słodkie napoje i piwo, tak chętnie pite w Birmie przez mężczyzn. A, że lubią oni wypić podczas takiej przerwy nawet kilka buteleczek, to trzeba później być bardzo ostrożnym na drodze. Na własnej skórze doświadczyliśmy sytuacji, podczas której mężczyzna w średnim wieku jadąc na motorku pod wpływem alkoholu, o mało w nas nie wjechał. A cała sytuacja miała miejsce na wąskim, drewnianym moście. Całe szczęście udało nam się odbić w bok. Także oczy dookoła głowy! A motocykli w Birmie jest sporo. Co zresztą jest chyba domeną Azji Południowo-Wschodniej. Samochodów jest zdecydowanie mniej. Są przeładowane, stare, z kierownicą po prawej stronie, podczas gdy ruch jest również prawostronny. Ale tak to właśnie jest, gdy władza zmienia przepisy dotyczące jazdy jedną stroną na drugą, bez większego sensu. Sporą część Birmańczyków nie stać bowiem na nowe samochody, z kierownicą po dobrej stronie, dlatego sprowadzają używane z krajów sąsiednich, gdzie ruch jest drugą stroną jezdni. A jak się wtedy wyprzedza na przykład ciężarówki, jadąc takim autem z kierownicą po przeciwnej stronie, wiedzą dobrze Polacy używający samochodów z UK na naszych polskich drogach. Nie byłbym sobą, gdyby moja uwaga nie uciekła również w kierunku rowerów. Jest ich zdecydowanie mniej aniżeli motocykli, co nie znaczy, że nie ma ich wcale. Dominują stare, jednobiegowe z mocarnymi stalowymi bagażnikami. Dzieciaki jeżdżą na nich nawet w kilka osób i sobie świetnie z tym radzą.

Nie jest jednak tak, że Birma jest całkowicie odcięta od świata i nic się tam nie dzieje. Wręcz odwrotnie. Jest wiele zmian. Sieć telekomunikacyjna jest nowa i działa nadzwyczaj dobrze. Internet 3G hula ładnie nawet na wsiach, a operator Ooredoo nie oszukuje na transferze danych, jak to ma miejsce w niektórych azjatyckich krajach. Tylko trzeba pamiętać o ustawieniach APN. Te niestety należy wprowadzić ręcznie. Ale kto wie, czy i to niedługo się nie zmieni. Jest też wiele miejsc, gdzie nie ma prądu, a Internet działa. Wszystko za sprawą agregatów prądotwórczych zainstalowanych przy każdej antenie nadawczej, które pracują tam pełną parą i jak widać radzą sobie nawet w upałach sięgających 40 stopni w cieniu.

Wiele osób posiada też smartfony. Widać, że kraj ten przeskoczył erę komputerów, których tam za wiele nie widzieliśmy, oraz Internetu po „kablu” i od razu wkroczył w miniaturyzację i sieci bezprzewodowe.  Zauważalny jest także rozwój sieci stacji benzynowych. Na masową wręcz skalę otwierane są one w wielu miejscach. Czasem dziwiliśmy się, czy jest aż tak wielki popyt skoro najwięcej jest małych motocykli czy skuterów. A te nie potrzebują przecież aż tyle paliwa.

Zmiany widać też w budownictwie. Zamożniejsi Birmańczycy stawiają ogromne domy niczym z folderów budowlanych, a ich dzieci chodzą do drogich prywatnych szkół. Niestety to tylko maleńki procent społeczeństwa, mający przeważnie koneksje we władzy. Prawdą jest także, że Birma posiada wiele naturalnych złóż takich jak kamienie szlachetne czy ropa. Na tym swe ręce trzyma jednak junta, która strasznie się bogaci nie oddając nic lokalnej ludności. Zwykłe domy uboższych Birmańczyków, głównie te na wsiach, cały czas budowane są z drewna czy bambusa. Cegły i beton używane są  znacznie rzadziej.

Szkoły są przepełnione, klasy mają nawet po 50-70 dzieci, a szkolnictwo nie jest nawet obowiązkowe. W związku z tym wielu rodziców nie posyła swoich pociech do szkoły, tylko uczy pracy na roli lub jakiegoś fachu. Przeciętna rodzina posiada zwykle 4-5 dzieci, więc starsze uczą i wychowują te młodsze. Władzy nie zależy na szkoleniu kolejnych pokoleń. Junta uważa, że „ciemnym ludem” łatwiej się kieruje. I ma niestety rację. Ktoś, kto nie umie pisać czy czytać nie będzie się przeciwstawiał prawu, bo nie umie go nawet dobrze zinterpretować. Problemów z którymi muszą borykać się Birmańczycy jest sporo. Z pewnością my poznaliśmy zaledwie nieznaczny tylko procent. A dodatkowo trzeba mieć na uwadze fakt, że my w większości nie mogliśmy się z rdzenną ludnością porozumieć, zważywszy na problemy z językiem i ograniczony kontakt z nimi. Ile byśmy się dowiedzieli mając okazję kilka dni spędzić z rodziną w której ktoś umiałby choć w jakimś stopniu komunikować się po angielsku? Tego możemy się tylko domyślać.

Jedno jest pewne. Birma jest w okresie zmian. Dla jednych szybkich, dla drugich wolnych. Ale jednak cały czas są to zmiany. Czasami na lepsze, innym razem wręcz przeciwnie. Dużo się dzieje i wiele jeszcze będzie. Ja mam tylko nadzieję, że uda się uniknąć przelewu krwi, który niestety nadal ma miejsce w niektórych rejonach tego kraju. A temat ludobójstwa, jak określają go obserwatorzy, jest na tyle szeroki, a moja wiedza o nim na tyle mała, że zaciekawionych tym tematem odsyłam do innych artykułów, dostępnych nawet na polskich stronach. Dla turystów nie ma, póki co, zagrożenia. Rząd dba o to, by im się nic nie stało. Dba też o to, by lokalna ludność nie mogła się „poskarżyć”. Bywają nawet przypadki, że obcokrajowcy odwiedzający Birmę są wypytywani przez tajną policję w cywilu, jak im się podoba w Birmie i czego się dowiedzieli o kraju. Oczywiście od kogo się dowiedzieli, także próbują wyciągnąć.  Mam nadzieję, że sytuacji takich będzie jednak coraz mniej. Kraj ten bowiem mocno otwiera się na ruch turystyczny, a okiełznać taki ogrom osób jest niezwykle ciężko. Prorokuję więc, że niektóre z obecnych zakazów niedługo przestaną istnieć i łatwiej będzie dotrzeć do wielu miejsc. Pytanie tylko jak bardzo zmienią się ludzie i ich zwyczaje? Bo nie da się ukryć, że w chwili obecnej w Birmie nadal znajduje się wiele miejsc nietkniętych przez turystyczną komercjalizację, co powoduje, że ten kraj jest wyjątkowy.

I jadąc tak do tej granicy z Tajlandią z doskwierającym cały czas żołądkiem i żegnając się jednocześnie z Birmą, stwierdzam, że pomimo tych wszystkich kłód rzucanych pod nogi, takim rowerzystom jak my, warto było. Przede wszystkim, aby zobaczyć Birmę jeszcze teraz, zanim zmiany zajdą za daleko. Czy zmiany te idą w lepszym, czy gorszym kierunku, nie mnie osądzać.

[Marzec 2016]


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

4 myśli na temat “Pożegnanie z Birmą

    1. Dziękujemy Krzysztof. W sumie już w Polsce jesteśmy i właśnie próbujemy się odnaleźć w starej/nowej rzeczywistości:D Pozdrawiamy gorąco!

  1. Jestem pod wrażeniem. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie życie w Birmie. Zdjęcia rewlacyjne, z codziennego życia wzięte, a nie z folderów dla turystów.
    Setdeczności

    1. Dziękujemy. Cieszymy się, że zdjęcia się podobają. A życie w Birmie jest inne od tego z folderów-to prawda. Pytanie jak bardzo się wszystko zmieni w następnej dekadzie? Czy na lepsze czy może na gorsze? A niestety zmiany następują tam ekspresowo, więc już niedługo będzie widać efekty. Pozdrawiamy gorąco.

Dodaj komentarz