Rowerem po Tajlandii

Czy da się jeździć rowerem po drogach Tajlandii? Pewnie że się da! Trzeba sobie tylko odpowiedzieć na pytanie, czy ta jazda będzie Tobie odpowiadała.

Wrócę może do początku naszej wyprawy. Kolejnym po Bangkoku kierunkiem naszej trasy w Tajlandii była dawna stolica tego państwa czyli Ayutthaya. Zanim jednak tam dotarliśmy trzeba było wydostać się z Bangkoku. Wydawać by się mogło że proste. Mapę mamy i jedziemy. Miasto w końcu się skończy i pojedzie się szybciej/lepiej. Niestety nawet gdy już Bangkok się skończył, to zaczęło się inne miasto, a później kolejne i kolejne. Generalnie na odcinku chyba z 40 km mieliśmy co chwile światła sygnalizacyjne. Trzeba było się przeciskać obok samochodów, tuk tuków i uważać na motocykle. To jednak nie jest złe. Najgorsza jest zmiana pasa, a szczytem zabawy jest przechodzenie przez pasy dla pieszych po 3 pasmówce. Ale się da. Nam zajęło to troszkę czasu, aż w końcu po wielokrotnym podpatrywaniu miejscowych w akcji, sami zaczęliśmy stosować ich nawyki (tylko trąbić nie możemy, bo nasze rumaki w sygnały dźwiękowe wcześniej nie wyposażyliśmy).

Staraliśmy się wybierać jak najmniej ruchliwe drogi. Czyli z urzędu autostrady opadają. Drogi główne staraliśmy się omijać, ale czasami się nie dało. Liczyliśmy, że jak zjedziemy na drogi wojewódzkie, to będzie lepiej. Niestety. Drogi główne to 3 pasmowe jezdnie. Nasze wojewódzkie to dla nich 2 pasmówki w każdą stronę. Dopiero lokalne są jednopasmowe. Jest więc czego Tajom zazdrościć. Najlepsze jest to, że na wszystkich tych drogach jest ruch. W sumie nie ma czemu się dziwić skoro miejscowości są naprawdę gęsto rozmieszczone. Szukanie noclegu na dziko jest zatem nie lada wyzwaniem. Nawet jak już wjedziesz w tereny mniej zaludnione to okaże się, że po obu stronach drogi masz pola ryżowe. Musisz więc trafić na okres po ścięciu lub kupić duży ponton:) My staramy się stosować zasadę poznaną od pewnego Litwina spotkanego na trasie (podróżuje on już na rowerze od 8 miesięcy, a w planach ma kolejne 6-7 lat tak by objechać 5 kontynentów) i szukamy noclegu w świątyniach u Mnichów. Wracając do dróg większość z nich posiada pobocze co dla rowerzysty jest zbawieniem. Niestety na nim często zatrzymują się ciężarówki, samochody lub pod prąd jeżdżą skutery, czy nawet czasem samochody. Trzeba je zatem omijać . Przywykliśmy już do tego. Nawet dużo nie oglądamy się za siebie tylko delikatnie z wyprzedzeniem zmieniamy pas, tak jak robią to osoby na skuterach. Kierowcy w Tajlandii widząc stojące na poboczu większe pojazdy sami wcześniej zmieniają pas robiąc miejsce skuterom/motorom czy rowerzystom. Ruch więc odbywa się płynie i bez większych przeszkód. Idzie się do tego przyzwyczaić.

Dla mnie największym problemem na drogach w Tajlandii są spaliny. Z uwagi na dużą ilość samochodów (w dodatku w rożnej kondycji) smog jest problemem. Nie dziwę się wiec rowerzystom z Bangkoku, że jeżdżą w maseczkach czy chustach. To naprawdę się przydaje. Nawet kierowcy tuk tuków i ich pasażerowie ich używają. Czy warto więc podróżować po Tajlandii rowerem?

Jeżeli wybierasz się na w konkretne miejsca to według mnie nie. Możesz jechać w dane miejsca i wynająć tam rower (idealnym przykładem jest tu Ayutthaya) lub zabrać go ze sobą. Jeżeli jednak lubisz zmieniać plany podróży i interesują cię lokalne zaułki, to rower jest idealnym wyjściem. Pamiętaj jednak, że aby tam dojechać będziesz musiał się przemęczyć jeżdżąc główniejszymi drogami i powdychać troszkę spalin.

A czy Wy macie jakieś doświadczenia z jeżdżenia rowerem po Tajlandii? Jeżeli tak to piszcie proszę w komentarzach.


 

PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

4 myśli na temat “Rowerem po Tajlandii

  1. Znów – docieram do tych wpisów z opóźnieniem, bo akurat też u siebie coś poprawiam i grzebię w tajskich zapiskach. Faktycznie, z dużych miast jest problem wyjechać, by nie jechać autostradą. Ale pamiętam też, że nawet w przypadku Bangkoku, dokładne sprawdzenie na satelicie (to ważne!) mapy przed wyjazdem z miasta, pozrzucanie pinezek na GPS-ie w strategicznych miejscach, łączących te najbardziej lokalne drogi o 4-cyfrowych oznaczeniach (zawsze wyasfaltowanymi) – załatwiało sprawę. I tym sposobem już pierwszy wieczór za miastem biwakowałem gdzieś w „lesie”. A do gęstego ruchu, tak jak piszecie, łatwo się przyzwyczaić, podpatrując zwyczaje miejscowych. Złe dla mnie były tylko podrasowane na sportowo pick-upy, te dymiły z premedytacją :).

    (I po czasie – przepraszam, nie wiedziałem, że tytułując jeden wpis u siebie „własną drogą”, przypadkiem skopiowałem Waszą nazwę 🙂 ).

    1. Hubert, Tajlandia była pierwszym krajem na naszej trasie. Dziś z perspektywy czasu, po odwiedzeniu kilku krajów w Azji, zupełnie inaczej na nią patrzymy. Ruch nie był taki zły 😀 A o tytuł się nie martw. Wysłaliśmy już dawno wniosek do sądu o ściganie Ciebie listem gończym :p

  2. Witam serdecznie 🙂 Ciekawy wpis 🙂 Sama planuję wybrać się do Tajlandii i jeździć tam rowerem. Tylko zastanawiam się nad jednym. Szukam i nigdzie nie mogę znaleźć odpowiedzi czy w Tajlandii na rower jest potrzebne jakieś międzynarodowe prawo jazdy czy można spokojnie poruszać się bez uprawnień?

    1. Witamy serdecznie!
      Na rower nie potrzeba żadnego prawka. W krajach, które odwiedziliśmy nikt nie wymagał na rower specjalnego dokumentu. W Tajlandii nawet nie sprawdzają czy ma się kask na głowie. Ale to akurat zalecamy zabrać. Życzymy udanego wyjazdu do Tajlandii. Zalecamy tylko unikanie okresów najbardziej deszczowych i tych najgorętszych. Niestety jazda w tych warunkach nie jest tak przyjemna.
      Pozdrawiamy
      Ania i Szymon

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.