Pawłodar – niepozorne miasto

Pawłodar (Pavlodar), to pierwsze większe miasto, które udało nam się odwiedzić w Kazachstanie. Zostało ono założone prawie 300 lat temu przez Rosjan nad rzeką Irtysz. Obecnie mieszka w nim ponad 300 tysięcy mieszkańców, co czyni je największym w północno-wschodnim Kazachstanie. Większość stanowią osoby pochodzenia rosyjskiego. Z tego też względu dominuje język północnego sąsiada. Mnie osobiście zaciekawił fakt, że Pawłodar jest miastem partnerskim naszej Bydgoszczy. Porównywalna wielkość, ponad czterotysięczna Polonia i wspólne interesy czynią te miasta partnerami w wielu dziedzinach.

Pawłodar skrywa jeszcze wiele tajemnic i ciekawostek. Jedną z nich jest rzeka, na brzegach której odkryto pozostałości kości zwierząt sprzed 7-10 milionów lat. Coś takiego w Polsce zapewne byłoby już muzealnym młynkiem. Tu póki co można po tych terenach spokojnie spacerować i dokładnie przyglądać się tym okazom. A uwadze spostrzegawczych, z pewnością nie umkną zielone krzewy konopi rosnące swobodnie na tych terenach.

O tych i o kilku innych ciekawostkach opowiedział nam Yuriy, chłopak u którego nocowaliśmy. Wraz z żoną Svetą mieszkają w bloku na ósmym piętrze w dwupokojowym mieszkaniu. Typowo postradzieckie blokowisko, któremu uroku dodaje przepływająca w pobliżu rzeka Irtysz. Yuriy i Sveta mają czwórkę dzieci, a piąte w czasie kiedy u nich mieszkaliśmy było jeszcze w drodze. Strasznie kochają swoje pociechy i przyznamy szczerze, że jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, tego jak ich dzieci są grzeczne i jednocześnie niesamowicie utalentowane. Codzienne pobudki o 7 rano gwarantował nam roczny Lev. Gdy on wstawał, budziły się też jego siostry. Wszyscy skorzy do zabawy i nie było mowy, aby nowi ciocia i wujek się dalej wylegiwali. Trzeba przecież poopowiadać o Polsce, pobawić się z „czerepachą” (domowym żółwiem, który nie wiedzieć czemu często lubił zaszywać się w jakieś zaciszne miejsca), albo pooglądać akrobację dziewczyn. A popołudniu spacer i rolki! Po takiej intensywnej rodzinnej atmosferze, aż zatęskniliśmy za domową stabilizacją. Rodzice starają się uczyć swoje pociechy w domu. Niestety Kazachstan nie jest dobrym krajem na takie inicjatywy. W związku z tym prowadzą oni swego rodzaju walkę ze szkołą i systemem, by dzieci mogły uczyć się w domowych warunkach. Nawet zaangażowane zostały media, by poruszyć ten temat na kazachstańskim forum. Jak się ta cała sprawa rozwinie? Czas pokaże. My w każdym razie trzymamy za nich kciuki.

W Pawłodarze znaleźliśmy także polskie akcenty. Obecnie jedyny kościół katolicki pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus, mimo iż znajduję się on w dużym mieście, nie jest zbyt oblegany przez wiernych. Co ciekawe prowadzony jest przez księdza z Polski. Mieliśmy też okazję porozmawiać przez chwilę z siostrą zakonną, która mimo, iż jest Rosjanką, świetnie po polsku mówi i to z takim akcentem, że nie dało się poznać jej pochodzenia. Zszokowało nas jej poczucie humoru i dystans zarówno do siebie, jak i innych osób. Tekstem o zarzynaniu kota, podczas śpiewu starszych pań, powaliła nas na łopatki. Niesamowicie pozytywna osoba, która tą krótką rozmową w naszym ojczystym języku ogromnie poprawiła nam humor. Na niedzielnej mszy doliczyliśmy się około 30 osób. A podobno w dni powszednie jak jest 5 osób, to trzeba się cieszyć. Może ze względu na dużą odległość od centrum miasta, a może też przez liczne inne wyznania. Mimo to parafia prężnie działa i organizuje różne spotkania i atrakcje. W piwnicy kościoła powstało nawet mini muzeum opisujące historię tej placówki.

Jako, że Kazachstan jest ogromnym krajem, a nasza wiza ważna była tylko przez miesiąc wiedzieliśmy, że będziemy zmuszeni czymś podjechać na południe kraju. O miejsca warte odwiedzenia pytaliśmy miejscowych. Wiele osób odradzało zwiedzanie stolicy Kazachstanu czyli Astanę. Ciekawe lokalizacje, według nich to zanikające przez wiele lat jezioro Aralskie, morze Kaspijskie, Almaty z jeziorem Bałchasz i pas gór na południu kraju. Reszta to stepy i ten sam monotonny krajobraz. Przy okazji dowiedziałem się też o jednej rzeczy, która się zmieniła od czasu mojego pobytu na lekcjach geografii. Uczono mnie, jakiś czas temu, iż jezioro Aralskie zanika ze względu na ZSRR-owski pomysł przekształcenia suchych pól obecnego Uzbekistanu w bawełniane eldorado. Tak naprawdę jezioro od czasu mojej nauki szkolnej zmniejszyło się znacznie, jednak Kazachstan postanowił zająć się tym problemem i choćby częściowo go rozwiązać. Kraj ten dzięki pomocy organizacji międzyrządowych i darczyńców wybudował w 2005 roku tamę w przewężeniu północnej części jeziora, dzięki czemu woda nie ucieka już do sąsiada na suche pola i źle przygotowane kanały irygacyjne. Zabieg ten zadziałał na tyle, że poziom wody w kazachskiej części jeziora Aralskiego podnosi się systematycznie. W Aralsku, który zamknął wiele zakładów rybackich, po tym jak linia brzegowa jeziora oddaliła się o 100 kilometrów, zaczęły się już nawet ponowne ruchy celem odbudowania przemysłu rybnego. Nie ma się czemu dziwić. Linia brzegowa jest już około 17 kilometrów od miasta i szacuje się, że za 3-4 lata, po wybudowaniu kolejnej tamy, Aralsk znowu będzie miał bezpośredni dostęp do jeziora. Nic tylko bić brawo za taką inwestycję. Szkoda, że Uzbekistan nic nie robi z tym problemem, a właśnie ten kraj pobiera najwięcej wody dla swoich plantacji.

Oczywiście Kazachstan to nie tylko jezioro Aralskie, czy też miejsca o których wcześniej wspomniałem. Ten kraj jest ogromny i posiada wiele pięknych miejsc. Niestety zima depcze już nam po piętach, a nas cały czas ciągnie w góry Pamir, dlatego też zmuszeni byliśmy z części ciekawych miejsc zrezygnować. Skupiliśmy się natomiast na tych najbardziej polecanych przez mieszkańców Kazachstanu. Ale o nich już w kolejnym poście.

[Sierpień 2015]


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

7 myśli na temat “Pawłodar – niepozorne miasto

  1. Jak wam udaje się organizować sobie noclegi w obcych miastach? Wcześniej macie to już jakoś ugadane? Np. z Yuriy i Svetą? Cieszę się, że wszędzie gdzie jesteście piszecie o niezwykłej życzliwości ludzi wkoło i tego wam życzę do samego końca waszej podróży.

    3 miesiące obsuwy w relacjach. Nie ulecą wam z głowy wasze przygody przez tak długi okres czasu?

    1. Dziekuje Wam ,ze od czasu do czasu wpuszczacie mnie do swojego swiata,ktorego mnie nie bedzie dane zobaczyc.Troszke Wam zazdroszcze,ale ciesze sie ze tak swietnie uklada ,niech tak bedzie do konca tej wspanialej podrozy.Pozdrawiam Czarek.

      1. Czarku,
        Dziękujemy za ciepłe słowa. Trzymamy kciuki, aby udało się Tobie jakoś to wszystko poukładać, by jednak choć kawałek tego świata zwiedzić, jeżeli takie jest Twoje marzenie. Nie muszą to być podróże w dalekie egzotyczne kraje. Polskę przecież też mamy piękną. A marzenia są po to by je spełniać! Pozdrawiamy gorąco z zatłoczonych Indii.

    2. Korzystamy z couchsurfing i warmshowers, gdy szukamy noclegów w dużych miastach. Jak się uda to super, jak nie to zostają hostele lub szybkie przepedałowanie miasta w jeden dzień. Czasami zdarza się, że jesteśmy poleceni do kogoś innego, a innym razem ktoś nas po prostu zaprosi widząc turystów na obładowanych rowerach.
      Widząc jaką mamy obsuwę w relacjach zaczęliśmy pisać konspekty przyszłych postów w notesie. Dodatkowo mamy zdjęcia, które nam przypominają wiele momentów z drogi. Liczymy więc, że przyszłe posty będą odzwierciedlały nasze odczucia z danych krajów;)
      Pozdrawiamy

  2. Szymon! Oboje zgodnie twierdzimy, że do twarzy Ci z wózeczkiem i gromadką dzieci 🙂 pozdrawiamy Was serdecznie!

  3. Fajnie, ale nie podoba mi się pisanie, poniekąd swojskich imion rosyjskich w transkrypcji angielskiej. Jurij i Swietłana, czy to nie lepiej????

Dodaj komentarz