Dolina Bartang praktycznie

Drogi czytelniku. Jak sam tytuł wskazuje wpis ten jest dedykowany osobom chcącym jechać w okolice Doliny Bartang. Pozostali czytają ten tekst na własną odpowiedzialność. Producent ostrzega: mogą pojawiać się symptomy zmęczenia, znużenia, a w konsekwencji uśpienia organizmu, prowadzące do głębokiego i niekontrolowanego snu. Z tego powodu w przypadku zaśnięcia czytelnika, autor tekstu reklamacji nie uznaje.

No to zaczynamy kołysankę…

Dlaczego Bartang?

Z całego naszego przejazdu po Tadżykistanie Dolina Bartang była w moim odczuciu najciekawszą, a ludzie których tam poznaliśmy mimo ciężkiego codziennego życia, okazywali wielkie serce dla przyjezdnych. Pokusić się mogę nawet o stwierdzenie, że jak do tej pory Bartang okazał się najlepszym odcinkiem jaki na tej wyprawie przejechaliśmy. I wcale nie ze względu na jakość dróg czy temperaturę, ale przede wszystkim dzięki ludziom i pięknym widokom. Ponieważ dolina ta jest mało odwiedzana, nie zauważyliśmy tam żadnych negatywnych w naszym odczuciu zachowań, które pojawiają się wraz z napływem turystów. Wiem, że Bartang jest słabo opisany, a aktualnych informacji w Internecie o nim jak na lekarstwo. Stąd też pomysł na przybliżenie tego tematu od strony bardziej praktycznej.

Pobieranie
Osoby zainteresowane mogą ściągnąć powyższy track z gps. Wystarczy kliknąć w słowo „Pobieranie” zaraz pod wykresem wysokości trasy.

Ludzie

To według mnie zdecydowanie największy plus tego odcinka. Są oni niesamowicie pomocni, gościnni i otwarci. Zresztą pisaliśmy troszkę o nich w poprzednim poście o historiach z Bartang, dlatego rozpisywać za dużo się tu nie będę.

Pozwolenia

Co jest niezbędne, aby pojechać w Dolinę Bartang?

– wiza. Pisałem na ten temat już troszkę przy okazji wpisu z Biszkeku.

– GBO, czyli pozwolenie na wjazd do Górnobadachszańskiego Okręgu Autonomicznego. Wydawane jest razem z wizą. Ważne, aby otrzymać je na co najmniej 15 dni. Przeważnie wydaje się je na okres 30 dni, choć bywają przypadki, że turyści otrzymują tylko na kilka dni.

– osobne pozwolenie na odwiedzenie jeziora Sarez. Z tego co mi wiadomo wydawane jest w Duszanbe przez Komitet do Spraw Nadzwyczajnych na ulicy Lohuti naprzeciwko banku Sodirot. Podobnie jak GBO jest ono bezpłatne. Można też oczywiście próbować uzyskać je poprzez biura turystyczne. Nie wiem jednak jaki jest koszt pośrednictwa.

Przed wyrobieniem wiz i pozwoleń polecam przejrzeć stronę internetową www.caravanistan.com Znajdują się tam aktualne informacje dotyczące miejsc, gdzie i na ile można wyrobić wizy oraz pozwolenia do Tadżykistanu.

Czas przejazdu

To jak długo pojedziecie zależy od wielu czynników. Wiatr, fakt czy zaczynacie w Karakul czy może w Ruszan, oraz czy chcecie gnać przed siebie czy może spokojnie i powoli cieszyć się chwilą. Jadąc spokojnie obładowanym rowerem z Ruszan do Karakul trasa zajmuje około 8-10 dni. W przeciwnym kierunku może zająć 1-2 dni mniej. Osobiście nie polecam jednak się spieszyć. Warto cieszyć się chwilą i dać się zaprosić przez miejscowych na czaj by poznać ich prawdziwe życie.

Co można zwiedzić

Prawdę mówiąc nie pojechaliśmy w dolinę, aby cokolwiek w niej zwiedzać. Bardziej chodziło nam o ludzi i widoki. I właśnie to najbardziej polecam. Osoby, które mają troszkę więcej czasu mogą odwiedzić:

– Jezioro Sarez o którym wspominaliśmy już w osobnym poście,

– Park Narodowy przy Ghudara.

W tym miejscu dodam, że według mapy turystycznej droga, którą się pokonuje w Dolinie Bartang wiedzie wzdłuż granicy tego parku. Nie powinno więc być opłaty za wstęp do parku. Tę informację potwierdziła pani z Informacji Turystycznej w Chorogu. Jednak wjeżdżając do wsi Ghudara prawdopodobnie zostaniecie zatrzymani przez strażników parku, którzy żądać będą opłaty, za przejazd przez teren chroniony. Do dzisiaj nie wiem, jaka jest prawda. Czy park jest większy i trzeba płacić za przejazd, czy może panowie ubijają własny interes na boku?

– Kamienny Kalendarz Solarny liczący 2500 lat, który znajduje się tuż przy drodze. Nawet udało nam się znaleźć kierunkowskaz na niego wskazujący. Umiejscowiony jest on na płaskowyżu pomiędzy Przełęczą Kok Jar, a doliną rzeki Kokuibel (Latitude: 38°38’35.84″
Longitude: 72°54’41.86″)

Język

– ruszan (lokalny język),

– rosyjski (większość zwłaszcza starszych osób umie się nim posługiwać),

– pamirski,

– polski (jeżeli Tadżyk umie język rosyjski, to uda mu się w większości zrozumieć to co powiesz do niego po polsku i odwrotnie).

Stacje benzynowe

– brak, albo schowane dla moich oczu.

– istnieje możliwość kupna paliwa u ludzi. Niektórzy mają samochody (UAZy) więc benzyna jako tako jest dostępna. Polecam jednak zaopatrzenie się w benzynę w Chorog bądź Ruszan (rozpoczynając ze strony Ruszan) lub w Sary Tasz (jadąc od strony Kirgistanu).

Na początku trasy posiadaliśmy zapas dwóch litrów benzyny na parę. Na całą trasę zużyliśmy około 0,5 litra benzyny na głowę. W tym liczę także paliwo na gotowanie wody do ogrzania naszych śpiworów. Trzeba jednak przyznać, że mieliśmy kilka posiłków u Pamirczyków, stąd takie niskie zużycie.

Dostępność butli z gazem

Bez szans na znalezienie ich w dolinie rzeki Bartang. Najlepiej zaopatrzyć się w nie w Duszanbe lub Osz.

Naprawy, części zapasowe do roweru

Brak prądu to też brak możliwości pospawania. Jak to było w naszym przypadku. Poklejenie dętki po drodze powinno być możliwe, jednak nie liczyłbym na części zapasowe do rowerów.

Polecam: dętki, taśma srebrna, taśmy plastikowe zaciskowe, śrubki i nakrętki ze względu na wstrząsy. Jeżeli ktoś nie zrobił przeglądu roweru przed wyjazdem to może przydać się linka przerzutki/hamulca, klocki hamulcowe itp. Podstawowe narzędzia też warto zabrać. Chyba, że w przypadku problemu wolicie maszerować i pchać rower do najbliższej miejscowości.

Sklepy

Polecam zrobienie zapasów w Chorogu lub Duszanbe czy ewentualnie w Ruszan jeżeli jedzie się w kierunku Karakul. Pedałując od strony Kirgistanu najlepiej zaopatrzyć się w miejscowości Osz lub Sary Tash. W samej Dolinie Bartang (jadąc od Ruszan) początkowo można napotkać sklepy z jako takim zaopatrzeniem. Im głębiej w dolinę, tym jest ono coraz słabsze, aż sklepy się skończą. Jednak osobiście proponuję zakupy zrobić wcześniej. Pamiętajcie też, że owe sklepy często są schowane gdzieś w domach, więc zawsze warto podpytać miejscowych czy w danej wsi jest magazyn. W sezonie letnio/jesiennym można też kupić warzywa i owoce od miejscowych. W wielu przypadkach będziecie zapraszani na czaj i obdarowywani tym co mają gospodarze.

Elektronika

Brak prądu zmiennego przez 90% trasy. Zalecam zabranie ze sobą odpowiedniej ilości baterii/akumulatorów czy też powerbanków. W nocy najlepiej trzymać je w śpiworze, aby nie utraciły one prądu. Dynamo słabo się sprawdzi w Dolinie Bartang ze względu na niskie prędkości uzyskiwane podczas jazdy. Panele słoneczne o odpowiedniej mocy zapewne się nadają, ale ich waga może okazać się wyższa aniżeli zapas baterii. Nie sprawdzałem jednak tego osobiście więc to tylko moje domysły.

Ciekawostką jest fakt, że każda rodzina nie posiadająca dostępu do prądu otrzymała od prezydenta zestaw umilający życie składający się z panelu słonecznego, akumulatora 12V, żarówki led 12V oraz odtwarzacza DVD wraz ze slotami USB do oglądania zdjęć czy filmów. Jest to na pewno tańsza opcja, aniżeli wybudowanie linii energetycznej w tym rejonie, a poparcie dla prezydenta po tym posunięciu wzrosło diametralnie. Tak się zjednuje wyborców.

Istnieje więc możliwość podładowania telefonu z akumulatorów, które używają Pamirczycy. Nawet jeżeli nie posiadają odpowiednich przejściówek zawsze można użyć gniazda USB wbudowanego w ich odtwarzacze.

Dostęp do Internetu i GSM

Brak możliwości połączenia się z Internetem podczas całego przejazdu w Dolinie Bartang. Tylko blisko Ruszan pojawia się możliwość sprawdzenia poczty. Zasięg telefoniczny przy miejscowościach. Pomiędzy nimi słaby dostęp do GSM.

Bezpieczeństwo

Najdłuższy odcinek podczas którego możecie nie spotkać ludzi znajduje się pomiędzy Karakul, a Ghudara (Khudara). Rowerem pokonuje się go od 2 do 5 dni w zależności z której strony się jedzie. Nie ma w tym rejonie anten więc nie ma możliwości kontaktu z kimkolwiek. Pozostaje tylko telefon satelitarny. Latem spotkać można na tym odcinku stada kóz więc jest łatwiej ze znalezieniem kogoś do pomocy. Jak będziecie mieli szczęście to akurat jakiś UAZ może przejeżdżać obok, albo zepsuć się po drodze jak to miało miejsce podczas naszego przejazdu. Do tego dochodzą turyści wynajmujący samochody terenowe. Szansa spotkania kogoś po drodze w razie problemów zatem istnieje.

W Dolinie Bartang żyją też dzikie zwierzęta. Słyszeliśmy, że w przeszłości zdarzały się pojedyncze przypadki ataków ze strony wilków na samotnie jadących rowerzystów. Nigdy nie atakowały jednak większej ilości osób. My nie spotkaliśmy ani jednego wilka, jednak ślady na śniegu prawdopodobnie pochodziły właśnie od tego osobnika.

Ludzi nie należy się bać. Nigdy nie spotkała nas jakakolwiek nieprzyjemna sytuacja, która w jakikolwiek sposób mogłaby zachwiać nasze zaufanie do Pamirczyków. Wręcz działo się odwrotnie. Pomocni i niesłychanie gościnni ludzie oczarowali nas swoim podejściem do obcych im przecież ludzi.

Zanim wjedzie się w Pamir warto też sprawdzić swoje ubezpieczenie (o tym, że warto je posiadać nie muszę chyba się rozpisywać). Wiele ubezpieczycieli posiada bowiem limit wysokości do której pokrywa koszty ewakuacji/leczenia. A w Dolinie Bartang czasami jest się jednak powyżej 4000 metrów. W razie problemów najbliższe szpitale są w Ruszan, Chorog lub Murgab.

Noclegi

Home Stay (wolny pokój w domu przy pamirskiej rodzinie) znajdują się w miejscowościach:

– Karakul- potwierdzamy jest kilka miejsc do spania. Koszt to 10$ od osoby,

– Savnob- nie wjeżdżaliśmy do tej wsi więc nie możemy w 100% potwierdzić,

– Ruszan- nie byliśmy, ale poznaliśmy osoby, które tam były.

W dolinie nie ma za to większych problemów z rozbiciem się na dziko. Owszem czasami teren nie rozpieszcza. Często jedzie się kamienistą czy szutrową drogą, a pobocza na rozbicie namiotu brak. Wtedy trzeba być cierpliwym, jechać dalej i szukać lepszego miejsca. Przeważnie po kilku kilometrach coś się znajduje. Wyjątkiem mogą być najwyższe podjazdy. Tych nie rozpoczynałbym wieczorem, właśnie ze względu na problemy ze znalezieniem odpowiedniego placu pod namiot.

Warto też szukać miejsc osłoniętych od wiatru. My jednego wieczoru nie mogąc znaleźć osłoniętego miejsca rozłożyliśmy się na odkrytym terenie. Namiot obłożyliśmy kamieniami, aby wiatr go nie porwał lub nie połamał pałąków. Rano mieliśmy własną pustynię w namiocie, a pył był dosłownie wszędzie. W większości przypadków pytaliśmy mieszkańców o miejsce w ich ogrodach, gdzieś przy murze, tak aby być osłoniętym od wiatru. Ludzie jednak nie chcieli na to pozwolić i zaraz zapraszali nas do swoich domów na noc.

Dostęp do Wody

Woda jest niedostępna podczas wspinaczki i zjazdu pod najwyższe przełęcze. Dodatkowo należy się zaopatrzyć w jej większą ilość przed jazdą po płaskowyżu, który rozpościera się zaraz za rzeką po wdrapaniu się na trzecią przełęcz. W pozostałej części trasy woda jest dostępna praktycznie przez cały czas. Najlepiej pobierać ją z cieków wpadających do rzeki. My mieliśmy filtr do wody jednak znamy osoby, które go nie posiadały i żadnych problemów zdrowotnych z tego tytułu nie miały.

Temperatura

 My byliśmy w Dolinie Bartang w październiku i mniej więcej tak rysowały się temperatury:

– 4000 m.n.p.m. i wyżej:
dzień od -3ºC do +5ºC
noc od -10ºC do -7ºC w namiocie przy głowie. Poza namiotem było mniej,
– 3000-4000 m.n.p.m:
dzień od 0ºC do 15ºC
noc od -10ºC do +5ºC w namiocie przy głowie. Poza namiotem było mniej,
– 2000-3000 m.n.p.m:
dzień od 8ºC do 20ºC
noc od +5ºC do +15ºC w namiocie przy głowie. Poza namiotem było mniej.

Wiatr

W zdecydowanej większości wiatr wieje z zachodu na wschód. Tak jest w całym Pamirze. Niestety my mieliśmy pecha i po 3 dniach wiatru w plecy, postanowił on nam spłatać nam figla i zaczął wiać w twarz. Także przez kolejne dni zmagaliśmy się z naszym odwiecznym kompanem podróży.

Banki i wymiana walut

W Karakul można płacić dolarami za nocleg. Wydaje mi się, że podobnie może być w Ruszan. W Dolinie Bartang obowiązuje jednak lokalna waluta i ją właśnie wziąłbym na zapas przy założeniu, że ktoś nie bierze odpowiedniej ilości prowiantu.

Kiedy jechać

Najlepszy czas to wrzesień ewentualnie październik. Jest wtedy mało wody w rzekach, a mosty i drogi powinny być przejezdne lub naprawione.

Utrudnienia

Nieprzejezdna droga oznaczona zwykle jest stosem kamieni. Pamirczycy układają je na środku drogi. Myśleliśmy, że to tylko dla samochodów i pojechaliśmy dalej, a okazało się, że dla rowerzystów także. Zmuszeni więc byliśmy zawrócić. Na szczęście Pamirczycy przygotowali drogę po drugiej stronie rzeki i nie było większych problemów z przejazdem. Utrudnieniem mogą tez okazać się mokradła przy jeziorze Karakul. Jeżeli jedziecie w te rejony latem radzę je omijać. Dużo wody i gliny więc o zakopanie się nie trudno. W październiku dawaliśmy radę przepchać/przejechać ten odcinek. Czasami jednak szliśmy po lodzie lub brodziliśmy w błocie.

Jakość dróg i przełęcze

Opisać obiektywnie czy droga była ciężka czy lekka najzwyczajniej w świecie się nie da. Każdy jest inny. Dla jednego podjazd to 100 metrów w pionie, a dla innego dopiero 500. Jeden jedzie z 15 kilogramami na bagażnikach, podczas gdy ktoś inny targa ponad 70 kilo różnych rzeczy. Dlatego zaznaczę od razu, że moja opinia jest subiektywna i zawsze trzeba wziąć jakąś poprawkę na nią. Najlepiej przejrzeć dokładnie mapę i wykres wysokości, aby dopasować to co piszę do swoich możliwości.

My trasę w Dolinie Bartang rozpoczęliśmy niedaleko miejscowości Ruszan więc pisać będę na podstawie perspektywy startu z tego właśnie miejsca. Początek spokojny. Kilka kilometrów asfaltu zachęcały do kręcenia. Później ubity szuter także nie stwarzał problemów. Niestety im dalej, tym robiło się ciekawiej. Droga przybierała różne oblicza. Raz ostre jak brzytwa kamienie, które były pozostałością osuwisk skalnych, innym razem duże otoczaki, które bardzo utrudniały jazdę, a my schodziliśmy z rowerów, aż w końcu piaszczyste odcinki, gdzie ciężki rower zakopywał się po ujechaniu kilku metrów. Na szczęście w większości trasa była na tyle w dobrym stanie, że dało się jechać. Po drodze jest kilka potoków do pokonania. Można je jednak przekroczyć suchą nogą skacząc po kamieniach. Jedna przeprawa o której pisaliśmy już w historiach z Doliny Bartang wymaga jednak zdjęcia butów i odrobiny więcej zachodu. Lodowata woda sięga do kolan, a nurt jest dość silny. Znajduje się ona tuż przed pierwszą większą przełęczą do pokonania (38,293630°, 72,378863°).

Jeżeli jesteśmy już przy przełęczach. Na trasie występują trzy większe wzniesienia. Pierwsze zaraz za przymusowym brodem (początek 38,300939°, 72,385429°) o wysokości około 350 metrów w pionie. My częściowo jechaliśmy, ale też chwilami pchaliśmy. Druga za miejscowością Rukhch (38,373924°, 72,522791° ) o wysokości prawie 400 metrów. Podobnie jak wcześniej nie stwarzała większych problemów. Odrobina pchania i w większości jazda. Trzecia za Ghudara (start w okolicach 38,653292°, 72,788031°). Tylko 500 metrów do góry, ale to naprawdę ciężka góra pod którą w większości pchaliśmy nasze rowery ładnych parę godzin. Proponuję zacząć ją z samego rana tak, by na nocleg dojechać na płaskowyż i rozbić się przy rzece (38,649662°, 72,903271°). Oczywiście te trzy opisane przeze mnie przełęcze, to nie jedyne wzniesienia na trasie. Jest ich zdecydowanie więcej i przez wiele dni droga to swoista sinusoida. Jednak nie są one wybitnie wymagające więc można je pominąć.

Na koniec chciałbym jeszcze podziękować Marcie i Dawidowi za ich uwagi dotyczące Doliny Bartang. Część z nich zawarta jest w powyższym tekście. Przychylam się także do ich opinii, że Bartang wywarł zdecydowanie lepsze wrażenie, aniżeli Korytarz Wachański. Jeżeli ten tekst czytają osoby, które przejechały jakimkolwiek transportem Dolinę Bartang lub może go po prostu przeszły, chętnie posłucham ich wskazówek, które mogłyby ubogacić ten mini poradnik.

Jeżeli drogi czytelniku dotarłeś, aż tutaj i przeczytałeś linijka po linijce ten tekst, to nie wiem czy mam Ci gratulować czy współczuć. Wydaje mi się, że albo zasypiałeś kilka razy w tym czasie albo po prostu chcesz jechać w Bartang. Mimo wszystko mam nadzieję, że to drugie. Życzę Ci więc co najmniej takich samych pozytywnych wrażeń jakie my mieliśmy w tym uroczym zakamarku świata.

[Październik 2015]

PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

10 myśli na temat “Dolina Bartang praktycznie

  1. No i zabraliście mi element niespodzianki, przed wjazdem w Bartang za kilka miesięcy 🙂 A serio – wielkie dzięki za tak obszerne wyjaśnienie, już przynajmniej jednej osobie (mi) się to bardzo przyda. Faktycznie w necie jest bardzo mało konkretnych wiadomości na temat doliny (po angielsku również). Mam nadzieję, że latem da się tam przejechać, przez te wysokie stany wód – będę próbować, i Wam potem opowiem. Tak czy siak – już Wam zazdroszczę (może się powtarzam) – bo macie to już za sobą, bo udało się. Pozdrawiam!

    1. Hubert, mieliśmy dokładnie te same odczucia co ty teraz, gdy wypytywaliśmy o szczegóły trasy Martę i Dawida 🙂 Trzymamy więc kciuki, aby stan wód nie był za wysoki, a drogi były przejezdne. Uszczelnij sakwy, popraw naciągi i nie daj się nurtowi:) Czekamy na Twoje wrażenia i opinie, bo jedziesz z tego co się orientuję z drugiej strony i w zdecydowanie bardziej „mokrym” czasie więc perspektywa może być zupełnie inna. Wiatru w plecy i do zobaczenia!

      1. Ooo, o „Marcie i Dawidzie” nie wiedziałem – mają coś w sieci, publicznie? Jak to próbuję googlować, to mnie zawraca na Waszą stronę 🙂 Zobaczymy jak będzie, pocieszam się, że zawsze będę mógł zawrócić do Karakol, jak będzie zbyt ciężko, czy mokro – drugi raz w Pamirze już nie wymaga udowadniania sobie czegokolwiek 🙂 Będziemy w kontakcie! Czołem – i kciuki za kciuki.

        1. My o Marcie i Dawidzie dowiedzieliśmy się od mijanych w Wachanie rowerzystów. Udało się złapać do nich kontakt i tak ich poznaliśmy. W sieci chyba jeszcze nic nie udostępnili. Przymierzają się jednak do aktualizacji, więc jest jakaś szansa, że przed Twoim przejazdem coś się pojawi. Proponowałbym jednak z nimi bezpośrednio się skontaktować, jeżeli masz do nich jakieś pytania.
          Hubert – niczego nie musisz udowadniać. Da się przejechać – super. Nie da się – trudno. Wrócisz innym razem. My trzymamy kciuki za niski stan wód. Reszta się da;)

  2. Aaa – zapomniałem zapytać – jadąc tylko w dolinę Bartang nie trzeba mieć pozwolenia na Sarez, prawda? Jest potrzebne tylko, jeśli chce się zboczyć nad jezioro – czy ja to źle do tej pory rozumiałem? 🙂 jeszcze raz – pozdrowienia.

  3. Witajcie, po świętach trzeba wrócić do pracy! Dziękuję za widoki, droga bardzo kamienista, współczuję, jak wytrzymały rowery? Ślady yeti? Śliczne Oczy o poranku, to nagroda za trudy podróży! Mosty – dobrze że są.
    Pozdrowienia zdrówka i wytrwałości Ciocia Ala

    1. Rowery jakoś dawały radę choć bez niespodzianek się nie obyło. Na szczęście dojechały do celu. Yeti to nie był, ale jakieś dzikie zwierzęta na pewno. Nam jednak one nie przeszkadzały więc spokojnie mogliśmy podziwiać krajobrazy. My również życzymy zdrowia i pozdrawiamy gorąco!

Dodaj komentarz