Rowerowe Eldorado Azji

Korea Południowa jest miejscem doskonałym dla rowerzystów. Ścieżek rowerowych możemy Koreańczykom z pewnością pozazdrościć. Jest ich tu naprawdę spora ilość. Te, które mieliśmy okazję zobaczyć posiadały oprócz toalet, wiele miejsc w których można odpocząć i popracować nad sprawnością fizyczną. Znajdowały się tam przeróżne urządzenia do ćwiczeń. Spotkaliśmy także miejsca w których można wziąć prysznic. Szczególnie nad morzem takie miejsca występują i kosztują ok 200W Niestety otwarte są tylko w sezonie. Sieć ścieżek posiada wiele miejsc widokowych oraz takich do odpoczynku z zadaszeniem chroniącym przed słońcem i deszczem. Wartym odnotowania jest także fakt, że w wielu takich miejscach są pozostawione pompki rowerowe służące rowerzystom mającym za mało powietrza w kołach. W okolicach Seulu, czyli tam gdzie rowerzystów jest najwięcej, dane nam było spotkać kilka sklepów rowerowych z mechanikiem gotowym na zreperowanie popsutych jednośladów. Sklepy te zlokalizowane były przy ścieżce z dala od głównej drogi czy miasta. Co ciekawe osoby chcące mieć pamiątkę po swoich rowerowych przejażdżkach mogą w specjalnych miejscach otrzymać książeczki rowerowe. Są tam wolne miejsca na pieczątki, które znaleźć można na szlakach rowerowych rozsianych po całej Korei. Pieczątki te wbija się samemu w czerwonych budkach, wyglądających jak telefoniczne, zlokalizowanych w różnych częściach sieci ścieżek rowerowych.

My wybraliśmy trasę po Korei Południowej, gdzie ścieżki rowerowe nie są zbyt dobrze rozbudowane, a mimo to mieliśmy dużo szczęścia, gdyż tydzień przed naszym przyjazdem w te rejony oddano do użytku 250 kilometrową trasę rowerową. Ale żeby nie słodzić. Nie cała trasa była typową ścieżką rowerową. Po przejechaniu tego odcinka możemy stwierdzić, że wiele jej fragmentów wije się po zwykłych drogach, oczywiście mniej uczęszczanych, ale zawsze jakiś ruch samochodowy jest. Nie zawsze jest też tam specjalny pas dla rowerów. Czasem jedzie się po prostu zwykłą drogą bez pobocza. Dużo jest wjazdów do małych miejscowości. Przy wybrzeżu wiąże się to więc ze zjechaniem 20-30 metrów w dół, by za 1-2 km ponownie wdrapywać się na drogę z samochodami. Niestety jazda z obciążonymi rowerami po bardzo stromych ścieżkach małych miejscowości daje ostro w kość. Wymalowane pasy i znaki wskazujące drogę ścieżki rowerowej czasami nie pokazują czytelnie kierunku jazdy. Także jest jeszcze troszkę niedopracowania w tym nowym odcinku oddanym do użytku dla rowerzystów. Nie zmienia to jednak faktu, że my Polacy możemy o takich rozwiązaniach na razie tylko pomarzyć. Koreańczycy to taka Holandia Azji. Polscy inżynierowe mogliby podpatrzyć tu wiele rozwiązań, które stworzone zostały dla rowerzystów. Mi osobiście podobało się przerobienie starych odcinków kolejowych na ścieżki, a dokładnie wkomponowanie historii kolei w nowoczesne dróżki rowerowe. Podwieszanie ścieżek rowerowych do starych mostów drogowych, to w Korei norma. Tym bardziej dziwię się, że w wielu miastach polskich jest ciągle z tym problem. Wielu powie, potrzeba projektów, obliczenia czy taka ścieżka rowerowa przypadkiem nie urwie mostu, już o funduszach nie wspominając. Ok, tylko jak widać na przykładzie Korei, jeżeli jest infrastruktura, to pojawia się coraz więcej rowerzystów. Wiele osób bowiem z obawy o swoje życie nie jeździ po zwykłych drogach. Ale to już inny temat, którego nie chcę teraz rozwijać. Wracając jednak do ścieżek rowerowych. W Korei bardzo często wykorzystywane są też wały przeciwpowodziowe właśnie na jednoślady. I nie ma tu żadnych obiekcji, że rowerzyści czy piesi wchodząc na wały osłabiają je. Po prostu betonują oni środek wału, a na jego wierzchu leją asfalt pod ścieżkę. Proste i skuteczne, a rowerzyści zadowoleni.

Jeszcze coś rzuciło nam się w oczy po przejechaniu kilkuset kilometrów. Rowery Koreańczyków są zdecydowanie lepsze aniżeli te w Polsce. Mam na myśli przede wszystkim wyposażenie. Przeważają rowery górskie, trekkingowe i wyścigowe ze sporą ilością przełożeń. Od czasu do czasu widać rowery na ostrym kole lub mniejsze składaki z przerzutkami. Najmniej spotykane to nasze zwykłe rowery z hamulcem w piaście, czy też holendry. Co ciekawe widzieliśmy kilka fat bike. Dla niewtajemniczonych to rowery z bardzo szerokimi oponami niskociśnieniowymi do jazdy po grząskim terenie. Używają je osoby na wyprawach rowerowych w niedostępne tereny na przykład Rosji, Australii i nie tylko. Nie wiem natomiast czemu ludzie używają ich w miastach? Dla mnie pozostanie to tajemnicą.

Inną ciekawą kwestią dla nas okazał się ubiór rowerzystów. W większości są oni ubrani od stóp do głów w profesjonalny ubiór rowerowy. Sportowe buty lub takie z spd. Spodnie trekkingowe lub rowerowe pampersy. Podobnie z górą. Koszulki termoaktywne i kurtki z membraną. A na głowie kask. Ponieważ bardzo często rowerzyści mieli jeszcze chusty na twarzy, to Ania nazwała ich „Power Rangers”. Z zasłoniętymi twarzami i w obcisłych, kolorowych strojach wyglądają jak postacie z serialu dla dzieci i młodzieży. Osoby ubrane w zwykłe rzeczy spotykaliśmy bardzo rzadko. W miastach ani razu nie widzieliśmy inaczej ubranego rowerzysty. W miejscowościach portowych już częściej. Choćby rybacy w kaloszach dojeżdżający rowerem do swoich ulubionych miejsc połowu.

Zwrócę jednak jeszcze uwagę na fakt, iż nie tylko rowerzyści ubrani byli w typowo sportową, czy trekkingową odzież. W życiu codziennym bardzo dużo osób ubiera się właśnie w taki sposób. Pierwszego dnia w Korei oprócz ubranych na sportowo osób zaskoczyła mnie jeszcze jedna rzecz. Wyobraźcie sobie jedną, główną ulicę w jakimś większym mieście w Polsce. Niech to będzie Bydgoszcz. Znam tam chyba prawie każdy sklep sportowy czy trekkingowy. Ale nawet gdybym je wszystkie na jednej ulicy postawił, to nie osiągnąłbym takiego rezultatu jaki mają Koreańczycy. Przejeżdżając jedną z głównych ulic w większym mieście (nie był to Seul czy Busan) na odcinku 2 kilometrów widziałem z 30 sklepów z odzieżą sportową. Bardzo wiele sklepów firmowych znanych nam także w Europie marek. Deuter, Salewa, The North Face, Adidas, Puma, Reebok, K2, Lowe Alpine i wiele, wiele innych. Byłem pod ogromnym wrażeniem nie tylko ilości, ale także wyboru i powierzchni sklepów. Niestety jedna rzecz potrafiła zburzyć tę całą otoczkę, a mianowicie cena. Większość asortymentu była kilkadziesiąt procent droższa. Nie zmienia to faktu, że Koreańczycy lubują się w turystyczno-sportowym ubiorze. I to nawet starsze osoby, które wydawać by się mogło, że nie chcą zmian w swoim życiu. Ale jak widać w Korei ten stereotyp jest dosyć często łamany. My widzieliśmy na rowerach wiele starszych osób. Osoby w wieku 60-70 lat to nie jest wcale rzadkość. A sami rozmawialiśmy na jednym z postojów z osobami w okolicach 80 lat, a jedna miała nawet ponad 90 lat i nadal jeździła rowerem. Nic tylko pogratulować zdrowia i kondycji. Nasze ręce same składały się do braw. Także drodzy czytelnicy na rowery marsz!


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

2 myśli na temat “Rowerowe Eldorado Azji

  1. Ja chcę w Polsce taką infrastrukturę rowerową! U nas cały czas myśli się o ścieżkach rowerowych a nie o infrastrukturze. Niemcy też już taką mają. Chodzi o to, żeby w mieście z dowolnego punktu A do punktu B można było dojechać rowerem bez pakowania się na drogę dla aut i bez jazdy po chodnikach.

    Czemu ludzie jeżdżą fatbike w mieście? Bo jak jedziesz na 1,5-2 calowych oponach to jest ryzyko, że ci taka opona wpadnie w szczeliny studzienki kanalizacyjnej czy tory tramwajowe i przelecisz przez kierownicę. Na fatbike możesz jechać w poprzek przez tory kolejowe i nawet tego nie odczujesz. Jechałem na takim, bo znajomek ma 🙂 To coś niesamowitego. Jak już to rozpędzisz do 20km\h, to nie ma przeszkody, która jest cię w stanie zatrzymać. Czy to krawężnik wysoki na 15cm, kłoda, pies, nordic-walker czy źle zaparkowany samochód – fatbike to pokonuje. Poza tym jest tak cudownie miękko niezależnie, po czym jedziesz. Ciśnienie w oponach na poziomie 0,8 bar. Jedyna wada to makabryczna masa, kół, którą czuć przy rozpędzaniu.

    Nie wiem, czy zauważyliście, ale na jednym ze zdjęć jest tytanowy góral marki Luxon z amortyzatorem Mannitou Pro i pełnym osprzętem XT. Sprzęt, za co najmniej kilkanaście tysięcy złotych stoi w stojaku niczym nieprzypięty. Zaraz za nim dwa kolejne rowery nieco tańsze, ale też nieprzypięte. Tam nikt nic nie kradnie, ludzie się nie boją?

    1. Pornek,
      Jak zawsze spostrzegawczy jesteś! Dużo osób nie przypatruje się tak dokładnie zdjęciom jak Ty:D Podziwiam! Wiele było rowerów z takim osprzętem. Nie będę nawet opowiadał o karbonowych ramach kolarek, które widzieliśmy. Duża w tym zasługa zarobków Koreańczyków, które są 3-4 razy wyższe niż w Polsce. A sprzęt jest jednak w podobnej cenie, więc ich po prostu stać by takimi rowerami jeździć. Tak jak zauważyłeś jednoślady są bez zamknięć. Przyznaję – tam jest bezpiecznie. Wielu rowerzystów nie przypina swoich rowerów, bo nie uważają tego za stosowne. Zwłaszcza jak są na ścieżce rowerowej z dala od dróg, jak było w tym przypadku. W miastach droższe rowery są przypinane, ale też widzieliśmy wiele stojących bez żadnych zabezpieczeń. Co do infrastruktury to jak pisałem. Możemy się od nich wiele nauczyć. Zazdrościć w każdym razie Koreańczykom mamy czego.
      Co do Fat Bike to po części się mogę z Tobą zgodzić. W wiele miejsc ten rower dojedzie. Ma jednak swoje wady zwłaszcza w mieście. A w Korei nie ma krawężników na tyle wysokich, aby kolarzówka miała z nimi problem, więc dla mnie one w tym kraju są bezużyteczne.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.