Wizowy zawrót głowy

Będąc jeszcze w Mongolii szukaliśmy informacji o obowiązku wizowym w Kazachstanie. Naszym planem było wyrobienie tej wizy w tym samym czasie co wizę do Rosji. W międzyczasie dotarły do nas informacje, że prezydent Kazachstanu ogłosił niedawno listę 37 krajów (w tym Polska), które od 15 sierpnia mogą otrzymać 30 dniową, darmową wizę turystyczną do tego kraju. Nie chcąc do końca ryzykować zadzwoniłem jeszcze do dwóch ambasad Kazachstanu, aby otrzymać potwierdzenie tej informacji. Z ambasady Mongolii otrzymaliśmy informację, że musimy kupić wizę, natomiast konsul ambasady w Seulu potwierdził listę prezydenta Kazachstanu, a tym samym wlał w nasze serducha nadzieje oszczędzenia 40 dolarów od osoby. Postanowiliśmy zaryzykować. Tak naprawdę po opuszczeniu Ulan Bator zapomnieliśmy już o całej tej sprawie. Dopiero w Irkucku Anię coś tchnęło, aby jednak sprawdzić jeszcze raz w Internecie, czy coś nowego zostało napisane na Caravanistan, zwłaszcza, że było już po 15 sierpnia. I co się okazało? Lista została okrojona i zamiast 37 krajów darmową wizę turystyczną otrzymało tylko 20 i to na 15 dni zamiast obiecanych 30. Niestety, jak się pewnie domyślacie, Polska nie miała tego szczęścia i nie załapała się do szeregu wybrańców. Nasze plany zostały więc pokrzyżowane. Irkuck nie posiada bowiem ambasady Kazachstanu, a Nowosybirsk do którego mieliśmy już wykupione bilety na pociąg, także pozbawiony był konsulatu. Szybkie spojrzenie na dostępne konsulaty w Rosji i już spieszyliśmy zmieniać bilety kolejowe na inne miasto, a mianowicie Omsk. Tu wielkie słowa podziękowania kierujemy do Poliny, która nie dość, że nas gościła przez kilka dni, to jeszcze pomogła w zamianie biletów, służąc nam za tłumacza. Na szczęście wszystko się udało i z nowymi planami wsiedliśmy do pociągu.

Omsk przywitał nas wyjątkowo deszczową pogodą i niskimi temperaturami. Staliśmy pod konsulatem jak te dwie mokre kury czekając na otwarcie drzwi. Nasze rowery miały w tym czasie porządny prysznic, a my stąpaliśmy z nogi na nogę próbując się rozgrzać. Przed nami w kolejce stało kilka osób. Gdy otworzyli ciąg petentów zaczął się powoli przesuwać w kierunku upragnionego okienka. Ja wśród nich, bo Ania została przy rowerach. Po jakiś 30 minutach udało się dobrnąć do celu. Konsul co prawda nie mówił po angielsku, ale udało mi się z nim porozumieć. Brakowało nam tylko wypisanych wniosków o wizę. Szybka wymiana z Anią i tym razem ona w cieplutkim pomieszczeniu machała zręcznie długopisem, a ja kryłem się w tym czasie pod małym daszkiem na zewnątrz. Po kilkunastu minutach, które dla mnie trwały zdecydowanie dłużej wyszła żonka moja z uśmiechem na twarzy.

– W ten czwartek będą gotowe – wypowiada z uśmiechem.

– Tylko dwa dni? – dziwię się. Przecież oni jutro nie pracują, a maja generalnie 5 dni roboczych na wykonanie wizy – mówię. Może chodziło o następny czwartek?

Ania przecząco pokiwała głową. I tak z niedowierzaniem zaczęliśmy szukać jakiegoś miejsca aby coś zjeść. A wbrew pozorom nie był to łatwe. Generalnie miejsce to musiało być pod dachem, mieć wi-fi i gniazdko z prądem, tak abyśmy mogli podładować komputer, bo w jakiś niewyjaśnionych okolicznościach nasz telefon odmówił posłuszeństwa po jeździe koleją transsyberyjską.

Czwartek okazał się szczęśliwy. Konsul dotrzymał słowa, a my po małym bieganiu od konsulatu do banku celem uiszczenia 45$ od osoby (40 wiza i 5 za opłatę bankową), cieszyliśmy się z wbitej wizy w naszym paszporcie. Tak, opłatę należy uiścić w banku, a nie w konsulacie. Po jej dokonaniu dostaje się odpowiednie potwierdzenie i z nim wraca do konsulatu po wizy. Otrzymaliśmy 30 dni od daty podanej przez nas we wniosku. A ponieważ podaliśmy późniejszą datę z uwagi na informacje w Internecie o owych 5 dniach roboczych, które ma ambasada na wykonanie wizy, mięliśmy jeszcze mały zapas czasowy przed przekroczeniem granicy. Czas ten poświęciliśmy na przegląd rowerów. Po znalezieniu odpowiedniego sklepu rowerowego, wymieniliśmy w Ani rowerze cały napęd na bardziej „górski”. Jako, że zdecydowaliśmy się na bardziej wytrzymałe komponenty zmuszeni byliśmy wymienić także manetki, przerzutkę, a nawet tylną piastę. W moim rowerze zdecydowałem się na wymianę przedniej piasty mając na uwadze kilka dotychczasowych napraw, które musiałem wykonać sam w tak zwanym polu. Dodatkowo małe centrowanie tylnego kola. Sporo tego. Ale pchamy się powoli w góry, a tam docenimy z pewnością wszelkie zmiany. Trzeba przyznać, że mieliśmy szczęście, bo rubel w Rosji miał niższą wartość. Dzięki temu ostateczna cena choć wysoka, nie wbiła nas w ziemię, a my mogliśmy cieszyć się dobrze przygotowanymi rowerami przed dalszą częścią podroży. Takim to sposobem upłynęło nam te kilka dni w Omsku i za chwilę będziemy żegnać się z Syberią, której przeszłość tak ściśle związana jest z Polakami.

To właśnie tutaj wywiezieni zostali powstańcy w czasie zaborów. To tu trafiły tysiące osób z powstania listopadowego czy styczniowego. Wielu z nich zginęło nawet nie dotarłszy tu, inni pracowali ciężko w obozach, byli też tacy co wzniecili polskie powstanie na Syberii. Niestety zostało ono krwawo stłumione. Nie wszyscy Polacy przybywający na Syberię byli jednak do tego zmuszani. Gro z nich przywędrowało w te surowe tereny za chlebem i lepszym życiem. Mając możliwość otrzymania ziemi za darmo w porównaniu z klepaniem biedy w Polsce, decydowali się na tak długą tułaczkę. To właśnie wtedy powstały polskie wsie. Najsławniejsza z nich to Wierszyna, która do dziś kultywuje polskie tradycje. Także główne miasto Syberii wschodniej, Irkuck ma wiele wspólnego z Polakami. Szacuje się, że około 10 tysięcy osób z obwodu Irkucka jest narodowości polskiej. Oczywiście większość z tych osób uważa się za Syberyjczyków, a zaledwie 1/3 za Polaków. Tak naprawdę Syberię zamieszkuje wiele mniejszości etnicznych. Nie zauważyłem jednak, aby były one w jakiś sposób szkalowane czy odsuwane na margines społeczeństwa. Mieszkańcy Syberii są niewątpliwie bardzo dobrym przykładem na to, jak można współżyć w multikulturowym środowisku nie powodując konfliktów między sobą. A my Polacy możemy być dumni z naszych przodków, którzy czy tego chcąc czy nie przyczynili się do rozkwitu wielu gałęzi przemysłu, infrastruktury, kultury czy nawet odkryć geograficznych za co Syberyjczycy są naszemu narodowi bardzo wdzięczni.

[Sierpień 2015]


PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Ania

Czerpie z życia pełnymi garściami, świat poznaje wielkimi krokami. Rowerem odkrywa światy nieznane, czasami mąż ma z nią „przechlapane”…

2 myśli na temat “Wizowy zawrót głowy

  1. Witajcie, podróż Wasza jest długa i bardzo ciekawa, opisujecie czas kłopotów, trudności, przygody i pięknych widoków, czytam i oglądam, jestem trochę obok -może czujecie?
    Dobre duszki są z Wami, opiekują się i czuwają – pozdrawiam!

    1. Oczywiście, że czujemy i liczymy na to, że będą z nami przez cały czas:D Chcielibyśmy pisać częściej, ale niestety nie zawsze jest to możliwe.
      Ściskamy!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.