Z wizytą w Shangri-la

Shangri-la, to tak naprawdę mistyczna dolina opisana przez Jamesa Hiltona w książce „Lost Horizon”. Uznawana jest za wrota do Tybetu. Dlatego też stała się stosunkowo popularnym kierunkiem wśród turystów. Ale gdzie ona tak naprawdę się znajduje? Na to pytanie, wbrew pozorom, odpowiedź nie jest wcale taka oczywista. Istnieje bowiem kilka miasteczek o tej nazwie. Wszystkie pozazdrościły mistycznemu regionowi popularności i za aprobatą władz zmieniały swoje nazwy właśnie na Shangri-la.

Pierwszym, które to uczyniło było Jiantang do którego trafiliśmy my. Została do niego przyłączona stara, ponad 1300 letnia tybetańska wioska Dukezong. Miasto to jeszcze przed zmianą nazwy odwiedzane było licznie przez turystów ze względu na drewnianą starówkę przyłączonej wioski, jedną z największych tybetańskich świątyń i malowniczemu położeniu wśród gór. Po tej zmianie stała się ona jeszcze bardziej popularnym kierunkiem turystycznych pielgrzymek. Niestety rok temu 2/3 całego starego miasta spłonęło. Trwający 10 godzin pożar zniszczył prawie 250 domów. Pozostały tybetańskie murowane świątynie na wzgórzu oraz cześć budynków zbudowanych z gliny. Dzisiaj miejsce starówki to jeden, wielki plac budowy. Przez rok udało się odbudować sporą cześć chatek. Kolejne są już w kilkudziesięciu procentach gotowe. Inne mają zalane fundamenty i właśnie stawiane są drewniane szkielety. Samo centrum można przyrównać do naszego Zakopanego i słynnych Krupówek. Ulice wypełnione są sklepikami z pamiątkami, sprzętem turystycznym, czy lokalnymi wyrobami oraz knajpkami z wielu regionów świata. Znaleźć tu można kuchnię tybetańską, chińską, włoską czy nawet francuską. Tylko turystów jakoś mniej. Co prawda autobusy gęsto podjeżdżają pod ocalałą tybetańską świątynię, a rzesze pielgrzymów wdrapują się na górkę, by choć na moment zatrzymać się w tym miejscu, jednak uliczki nie są wypełnione po brzegi, jak to ma miejsce w naszym popularnym Zakopanem. Może to przez owy pożar, a może pogoda nie sprzyja obecnie wycieczkom. My po przyjechaniu do tego miasta postanowiliśmy spędzić tu jeden dzień. I tym razem mieliśmy więcej szczęścia. Nie padał deszcz i świeciło słońce, dzięki czemu urządziliśmy sobie spacer zarówno po odbudowywanej starówce, świątyni na wzgórzu jak i pobliskiej górze, gdzie znajduje się kolejna tybetańska świątynia. Następnego dnia mieliśmy jechać dalej, jednak ulewny deszcz pokrzyżował nam plany. Zaszyliśmy się więc w zimnym hostelu, gdzie para z naszych ust robiła za klimę, a ciepło było jedynie pod naszymi śpiworami. Cóż i takie dni nam się zdarzają. Nie możemy jednak narzekać, bo przez ostatnie trzy miesiące mieliśmy tylko słońce i upały, a te kilka chłodniejszych dni, przecież nie popsuje nam humoru.

Czy Shangri-la do którego my trafiliśmy jest więc warte odwiedzin? Na to pytanie każdy musi sobie sam odpowiedzieć. My nie żałujemy, że się tu zatrzymaliśmy. Miło nam się spacerowało po uliczkach, gdzie zobaczyć mogliśmy drewniane, misternie rzeźbione chatki. Zajrzeliśmy też do tybetańskiej świątyni i muzeum historii Chin, by na koniec wdrapać się na pobliską górę, gdzie podziwialiśmy panoramę miasta z ośnieżonymi szczytami w tle. I w sumie to miejsce najbardziej nam się spodobało. Może ze względu na małą ilość turystów, może ze względu na widoki, które się stamtąd rozpościerają, a może przez wąską, ledwo dostrzegalną ścieżynkę na szczyt. I nie ważne, czy to prawdziwe Shangri-la, czy nie. Może za kilka lat, po odbudowie starego miasta będzie już tłoczniej, może „klimat miasteczka” nie będzie już taki sam. Tego nie wiemy. Na chwile obecną polecamy mimo iż, jest to miejsce typowo turystyczne.

 


 

PODOBAŁ SIĘ TOBIE TEN WPIS?

Jeśli tak, to zarejestruj się aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach związanych z naszymi podróżami. Nie ujawnimy nikomu Twojego adresu!

Szymon

Rower, góry i lampiony – to jego świat u boku żony!

2 myśli na temat “Z wizytą w Shangri-la

  1. Fotografia krowy i koguta wspólnie oglądających kolorowe ogłoszenia właśnie trafia na mój pulpit. Tyle suspensu i treści w jednym zdjęciu. Coś pięknego.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.